sobota, 27 sierpnia 2016

Interdyscyplinarna pufa

Lipcowe upały, wypita woda mineralna i puste butelki po tejże uświadomiły mi, że od zimy 2014 roku nie zrobiłam ani jednej pufy z plastikowych butelek! Co więcej, nigdy przedtem nie robiłam okrągłej pufy z butelek, tylko takie sześcienne. O, np. [tu], [tu] i [tu].

Stąd wziął się pomysł na pufę okrągłą o wysokości 36 cm, średnicy 43 cm i wadze 1,65 kg. Łączy ona trzy techniki: szydełkowanie, robienie na drutach i szycie. Jeżeli nie umiecie wykonywać tych trzech czynności, to zawsze możecie poprosić o pomoc kogoś z rodziny lub przyjaciół i zrobić z tego projekt grupowy :) 




Pufa jest bardzo stabilna, można na niej trzymać nogi, a nawet siedzieć. Nie trzeszczy pode mną, tak jak moje poprzednie sześcienne pufy :D

Do zrobienia pufy potrzebne będą następujące materiały:
  • 38 pustych półtoralitrowych plastikowych butelek po wodzie mineralnej,
  • 19 zakrętek od tychże butelek,
  • rolka folii spożywczej (przezroczystej, nie aluminiowej),
  • twardy karton,
  • ołówek, nożyczki, nóż do cięcia tapet lub wykładzin,
  • większy kawałek materiału, np. stare prześcieradło albo obrus, nici w pasującym kolorze,
  • 500 g włóczki - ja użyłam włóczki akrylowej idealnej dla drutów lub szydełka 6 albo 6,5 mm,
  • kłębek włóczki w innym pasującym kolorze - wystarczy kłębek wielkości średniego jabłka,
  • druty i szydełko - użyłam rozmiaru 5 mm, bo chciałam, aby gotowa robótka była bardzo zwarta,
  • trochę sznurka na ściągacz.

Zaczynamy od szkieletu pufy. Ważne jest, aby wszystkie butelki były czyste i suche w środku - nie chcecie, aby w pufie zalęgły się potem jakieś formy życia ;) Najpierw przecinamy połowę butelek ciut poniżej ich "talii". Drugą połowę butelek zakręcamy i wkładamy w przekrojone butelki. Łączymy tak powstałe twory po trzy i owijamy folią. Jedna butelka-i-pół nam zostanie, wkładamy ją w środek. Przykładamy równo butelkowe trójkąty oraz środek i całość kilka razy owijamy folią. Przyda się tu pomoc drugiej osoby, która będzie od góry trzymać butelki. Odcięte górne połowy butelek można wyrzucić.





Bardzo ważne jest, aby w każdym trójkącie dwie zakrętki były skierowane w przeciwną stronę, niż trzecia zakrętka !!!


Składamy trójkąty tak, aby trójkąt z dwiema zakrętkami do góry sąsiadował z trójkątem z dwiema zakrętkami w dół. Jeżeli wszystkie zakrętki będą skierowane w tę samą stronę, to pufa nie będzie zbyt wytrzymała i nie będzie można na niej siadać - po prostu się złoży pod kimś ciężkim. Dlaczego tak się dzieje? Użyłam butelek z "wcięciem w talii", a jeżeli wszystkie talie będą na tej samej wysokości, to pufa zgniecie się jak harmonijka. Ale jeżeli talie są na różnych wysokościach, to na pufie można posadzić nawet kogoś ciężkiego i nic się nie stanie :) Tak po prostu działa fizyka :)




Następnie przykładamy szkielet pufy do kartonu i odrysowujemy ołówkiem kształtkę, która po wycięciu będzie służyła za blat. Podczas wycinania kartonowego blatu dobrze jest przyciąć go w bardziej okrągły kształt, bo kanciastość będzie brzydko wyzierać spod pokrowca. Cięcie grubego kartonu pójdzie dużo szybciej, jeżeli użyjecie nożyka do tapet/wykładzin zamiast nożyczek. Szkielet pufy z blatem ponownie owijamy folią. 



Teraz można zabrać się za szycie pod-pokrowca, chociaż ta część jest opcjonalna. Pod-pokrowiec na pewno dobrze zakryje kartonowy wierzch i folię.


Wycięłam ze starego prześcieradła prostokąt o wymiarach 
(wysokość pufy + 1 cm) x (obwód pufy + 1 cm) 
oraz koło o średnicy (średnica pufy + 2 cm). Te dodatkowe centymetry to zapas na zrobienie szwu. Następnie przyfastrygowałam szpilkami dłuższy bok prostokąta do obwodu koła i zeszyłam te dwa kawałki na maszynie do szycia. Potem zeszyłam ze sobą krótsze boki prostokąta i podłożyłam dół pod-pokrowca, żeby się nie "siepał" / kłaczył / nie wiem jak to ładnie nazwać. A poza tym był krzywy, no! Jeżeli będziecie szyć pod-pokrowiec to dobrze byłoby, aby jego kolor pasował do koloru pokrowca właściwego na wypadek prześwitywania.



Czas na najfajniejszą część zabawy, czyli pokrowiec właściwy. Bok zrobiłam na drutach 5 mm korzystając z około 400 g (czyli około 500 metrów) włóczki akrylowej odpowiedniej dla drutów 6/6.5 mm.


Nabrałam 61 oczek i wymyśliłam sobie taki wzór (kliknijcie na zdjęcie, żeby powiększyć). Powtórzyłam 6 razy rządki od 1 do 32 i potem jeszcze raz od 1 do 40. 


Oznaczenia:


Nakręciłam trzy filmiki na temat niektórych z powyższych ściegów.

Jedno oczko z pięciu (oznaczenie: 5 pod "daszkiem").


Jedno oczko "z niczego" (oznaczenie: M).


Trzy oczka z jednego (oznaczenie... hmmm... to mi przypomina krokusa albo grabki :D).


Krótsze boki pokrowca łączymy szydełkiem na lewej stronie i robimy przymiarkę. Jeżeli okaże się, że pokrowiec nie pokrywa całej wysokości pufy, to obrębiamy go szydełkiem na górze i na dole. Ja dodałam łącznie 6 okrążeń półsłupków nawijanych - trzy u góry i trzy na dole. Można też dać jakiś bardziej fikuśny ścieg :)

Na wierzch pufy zużyłam około 100 g jasnozielonej włóczki i dodatkowo kłębek ciemnozielonej włóczki. Wzór zaczerpnęłam z akcji [Mandala Madness], przy czym wystarczyło mi pierwsze 14 okrążeń:
  • wersja oryginalna: [klik!] - z tego korzystałam, bo nie ufam tłumaczeniom,
  • wersja po polsku: [klik!] - może się komuś przyda?
Zmieniłam trochę 14-te okrążenie, bo mi się bardzo falbaniło: pominęłam skrajne dwa słupki podwójne każdego "wachlarzyka", w trzecie (od przodu i od końca) słupki podwójne zrobiłam po jednym słupku, a w pozostałe po dwa słupki. Tak więc po tym okrążeniu na każdym "wachlarzyku" miałam po 20 słupków, co daje 160 oczek w obwodzie. Dodałam od siebie własne okrążenia, niezgodne z samouczkiem na stronie Mandala Madness, żeby wierzch pufy stał się bardziej okrągły:
  • moje okrążenia 15, 16, 17: półsłupki dookoła,
  • moje okrążenie 18: słupki dookoła, 
  • moje okrążenia 19 i 20: półsłupki dookoła. 
Jeszcze raz dam zdjęcie wierzchu, żebyście nie musieli przewijać do góry w celu obejrzenia użytych kolorów :)


Wierzch pufy wyszedł trochę mniejszy niż powinien, ale był bardzo sfalbaniony, więc i tak przymocowałam ten przymały wierzch, aby się rozciągnął na siłę. Na tym zdjęciu widać stopień sfalbanienia, a także dodatkowe okrążenia z półsłupków nawijanych dookoła boku pufy:


Dookoła boku wyszło mi około 120 oczek, a dookoła wierzchu 160 oczek. Wierzch z bokiem połączyłam szydełkiem po prawej stronie (wyszedł bardzo ładny rancik!) oczkami ścisłymi. Ponieważ liczba oczek nie była taka sama, łączyłam oba kawałki w ten sposób:

oczko w oczko, oczko w oczko, 2 oczka wierzchu w jedno oczko boku


Na samym końcu przewróciłam pufę do góry nogami i przeplotłam przez dodatkowe okrążenia z półsłupków nawijanych sznurek zacieśniający pokrowiec: 


Dzięki takiemu rozwiązaniu pokrowiec jest ładnie naciągnięty i można go łatwo zdjąć do prania :)

Ufff, ale się rozpisałam :) Jeżeli zrobicie własne pufy z butelek to będę wdzięczna za ich zdjęcia i krótki opis!!!


A gdybyście chcieli popracować nad swoim dziewiarskim angielskim, to zapraszam na moją stronę na [Ravelry]. Możecie stamtąd ściągnąć za darmo plik z aż jedenastoma stronami opisu anglojęzycznego. Wiele czasu zajęło mi znalezienie takich słów jak "podłożyć" (coś na maszynie, a nie komuś świnię), albo że robótka się "falbani", ale w końcu się udało :D Gdyby kogoś to interesowało:
  • podłożyć coś na maszynie - to hem something using a sewing machine,
  • wierzch pokrowca się falbani - the top of the cozy buckles (albo: wobbles).


You will find an English translation of this pattern on my [Ravelry] page :)









wtorek, 23 sierpnia 2016

Nowa zabawka

Na facebooku już się chwaliłam, ale na blogu jakoś zapomniałam! W czerwcu zdobyłam się na niebywałą odwagę i poszłam na kurs szycia na maszynie. Od zawsze bałam się dźwięku maszyny do szycia mojej mamy, który to dźwięk można porównać tylko do odgłosów wydawanych przez czołg. Na dodatek moja rodzicielka przeszyła sobie kiedyś igłą palec podczas szycia, czym od razu przyszła mi się pochwalić :D Myślałam, że po tych traumatycznych przeżyciach już nigdy się nie odważę podejść do maszyny, ale jednak zebrałam się w sobie :)

Czerwcowy kurs szycia trwał 12 godzin, czyli dwie kolejne soboty po 6 godzin. Na pierwszych zajęciach uszyłam poszewkę na poduszkę i torbę na zakupy. Co więcej, nie uszkodziłam ani maszyny, ani siebie, ani współkursantek! Na drugich zajęciach uszyłam spódnicę - tak mnie duma rozpierała, że wróciłam w niej do domu. Okazała się być bardziej rozkloszowana niż sądziłam i na przystanku autobusowym podwiało mnie niczym Marilyn Monroe...



I tak sobie żyłam z tym samozadowoleniem z ukończenia kursu, aż na początku lipca rzucili w Lidlu maszyny do szycia (aż całe trzy sztuki na jeden sklep). Ach, co to były za emocje!!! Wstaliśmy z Małżonkiem o szóstej rano, żeby udać się do dwóch różnych Lidlów w celu zwiększenia prawdopodobieństwa zdobycia maszyny - normalnie jak za komuny... Małżonek był pierwszy pod drzwiami zanim tłum się zleciał, ja niestety byłam dziesiąta. Bardzo bojowo nastawione panie zatarasowały mnie wózkami i nie dostałam już maszyny. No cóż, wiek owych pań wskazywał na to, że sporo czasu spędziły w PRL'u i że niestraszne im sklepowe przepychanki. Na szczęście mój dzielny Małżonek zdobył dla mnie ten oto przeuroczy biało-fioletowy egzemplarz:


Potem w domu uruchamialiśmy maszynę przez 2-3 godziny, bo w instrukcji błędnie narysowali umiejscowienie szpulki w bębenku i musieliśmy się wspomagać zdjęciami i filmikami z różnych blogów szwalniczych - moja maszyna ma inaczej zakładany bębenek niż ta na kursie.

Bardzo mi się podoba nowa zabawka :) Jedyne czego mi brakuje, to regulowanie szybkości suwakiem. Na kursie na maszynie był suwak pięciostopniowy z różnymi prędkościami maszyny (skrajne biegi zaznaczone odpowiednio "żółwikiem" i "zającem"). Tu muszę wszystko regulować stopą i jeszcze mi to płynnie nie wychodzi. Na razie nie mam umiejętności wystarczających do uszycia ubrania, więc póki co przystrajam różne rzeczy przepięknymi ściegami, podkładam spodnie i szyję "pod-pokrowce", np. na pufy z butelek:





A wpis o pufie pojawi się prawie na pewno już w tym tygodniu :)

piątek, 19 sierpnia 2016

Pokrowiec na ławę kuchenną

Wielkimi krokami zbliża się długo wyczekiwany i wymarzony remont mojej kuchni :) Na razie króluje w niej kolor zielony oraz kafelki trącące epoką Gierka (co ciekawe, budynek pochodzi z końca lat 90-tych!). Po remoncie moja zielona ława kuchenna nie będzie już pasowała do reszty otoczenia, postanowiłam więc wydziergać jej ubranko. Teoretycznie ława jest narożna, ale nawet po maksymalnym ściśnięciu szafek kuchennych zabrakło 1 cm miejsca na narożnik. W poprzednim mieszkaniu brakowało aż 3 cm na narożnik, więc zawsze jednak jest to jakiś postęp :D Póki co, narożnik wraz z wkrętami spoczywa gdzieś na dnie szafy i czeka na lepsze czasy. Jeżeli się doczeka, to też dostanie własne ubranko.





Pokrowce na oparcia zrobiłam na drutach, są to zwykłe potrójne warkocze krzyżowane w co drugm prawym rządku. Pod pokrowcem sznurkowym jest "pod-pokrowiec" uszyty ze starej pościeli w białawym kolorze w jakieś mazaje - tylko po to, aby zieleń ławy nie prześwitywała przez dziurki w dzianinie. Pod-pokrowiec owinięty jest dookoła oparcia, a pokrowiec sznurkowy zamocowany jest z tyłu oczkami ścisłymi. Siedzenia są zrobione szydełkiem (półsłupki nawijane) i mają dorobioną prostopadłą krawędź. Zamocowałam je resztką sznurka dookoła zawiasów. Ze zdziwieniem stwierdzam, że całkiem mocno się trzymają! Planuję prać wszystkie pokrowce co najmniej raz na rok, więc postarałam się, aby ich montaż i demontaż zajmował zaledwie kilka minut. Nie przewiduję, aby jasny pokrowiec brudził się bardziej niż oryginalne zielone obicie. Ława ze stołem rzadko uczestniczą w przygotowaniu jedzenia, służą raczej do przycupnięcia z kawą i laptopem.





O, tu widać szew biegnący z tyłu:


Zużyłam jakieś 1200 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm, a cała praca zajęła mi coś koło tygodnia. Używałam drutów 10 mm i szydełka 9 mm. 

Po remoncie kuchnia będzie biało-niebieska w stylu "wieś tańczy, wieś śpiewa", włącznie z ceramiką z Włocławka na ścianach. Łoj dana dana... Planuję jeszcze dorobić niebieski obrus na stół i może krótkie zasłonki do okien, co pewnie zajmie mi z miesiąc, znając moje entuzjastyczne podejście do szydełkowania z cienkiego kordonka... Jeżeli mi wyjdzie, to się pochwalę :)


środa, 3 sierpnia 2016

Ogród Zofii

Po ponad miesiącu zwłoki w końcu zmusiłam się do skończenia dywanu, który wydziergałam na podstawie [ tego wzoru ] na robótkę o nazwie "Sophie's garden".





Dzieło jest kwadratem o długości boku 127 cm, waży prawie 4 kg i zużyło ponad 1500 metrów sznurka o grubości 4-5 mm: 1000 m ecru i 560 m szarego. Cała praca zajęłaby mi około 2 dni, gdybym się tylko zmusiła :P Używałam tradycyjnie szydełka o grubości 9 mm.

Ociągałam się tak długo, ponieważ najpierw obraziłam się na ten dywan - po 20 okrążeniach nadal był maciupki w porównaniu z moimi innymi pracami. Potem Małżonek miał urlop i wyciągał mnie na łono natury (czytaj: na rowerze pod górkę i pod wiatr...). A gdy już skończyłam dywan, to nie miałam gdzie go sfotografować, ponieważ na podłodze w salonie regularnie pojawiały się drobinki gruzu z balkonu (remont - ale koniec odgruzowania jest już bliski!). Tak więc ten dywan powinien być mi wdzięczny, że w ogóle powstał!

Sam wzór jest bardzo sławny w anglojęzycznym internecie. Zaczęło się od mandali "Sophie's pond", czyli "Stawu/sadzawki Zofii" zaprojektowanej przez Dedri Uys w lipcu 2014 roku


Miesiąc później autorka dodała kilka okrążeń, aby stworzyć wzór znany jako "Sophie's garden", czyli po naszemu "Ogród Zofii" - na tym właśnie się wzorowałam:


A w styczniu 2015 roku powstał "Sophie's universe", czyli "Wszechświat Zofii":



Cały anglojęzyczny opis wzoru na Wszechświat Zofii znajdziecie [ na blogu autorki ]. Z racji liczby okrążeń jest on podzielony na 4 podstrony, trzeba przewinąć do około 1/4 wysokości strony. Samouczek jest dostępny także w innych językach - po holendersku, niemiecku, hiszpańsku, itd... Znalazłam nawet [ filmowy samouczek w języku arabskim ] na youtube :D 

Co mnie urzekło we wzorze? Głównie mnogość różnych technik, ponieważ autorka wzoru upchnęła w nim chyba wszystkie możliwe odmiany i kombinacje słupków. Moją zmorą były jednak liczne słupki reliefowe przednie i tylne (czyli front-post i back-post), które bardzo trudno się robi używając grubego szydełka i sztywnego sznurka. A już w ogóle nie da się zrobić słupka reliefowego dookoła półsłupka, tam po prostu nie ma się gdzie wcisnąć z szydełkiem 9 mm!!! Dlatego w kilku miejscach darowałam sobie tę mordęgę i przerabiałam zwykłe słupki. 

Podsumowując: jeżeli chcecie przećwiczyć nowe ściegi, to jest to świetny wzór na włóczkę lub kordonek, ale absolutnie nie nadaje się na grubsze sznurki! Wymęczył mnie niemożebnie, zarówno fizycznie, jak i psychicznie!

czwartek, 14 lipca 2016

Dywanowe poprawiny

Jakieś półtora tygodnia temu zrobiłam [ dywan ] na podstawie wzoru ze słowackiego bloga [ MyWay ]. Myślałam, że wystarczy mi sznurka tylko na 9 kwadratów i ramkę, ale po zważeniu całości okazało się, że można ten dywan przerobić na 16 kwadratów i zostanie jeszcze malutki kłębuszek sznurka. Tak też zrobiłam :) 


Żałuję teraz, że przedtem nie byłam spontaniczna i od razu nie zrobiłam wersji dywanu 4x4. Ja w zasadzie bardzo lubię spontaniczność, o ile jest ona wcześniej odpowiednio przemyślana i zaplanowana :D

Do nowego dywanu dorobiłam małą (jednookrążeniową) ramkę ze sznurka nieco o innym odcieniu, dodałam też frędzle. I tak mi się podoba to nowe dzieło, że jeszcze długo go nie spruje!





Dywan mierzy 175x175 cm nie licząc frędzli. Dorobienie 7 kwadratów, ramki i frędzli zajęło mi dwa dni, czyli jakieś 8 godzin roboty. Gdybyście chcieli powtórzyć mój wyczyn, to schemat pojedynczego kwadratu znajduje się na [ blogu Myway ]. Jak zwykle korzystałam ze sznurka bawełnianego o grubości 5 mm i szydełka o grubości 9 mm.




wtorek, 5 lipca 2016

"Dlouhy sloupek" i "pevne oko"

Już ze dwa lata temu wpadł mi w oko kwadratowy wzór ze słowackiego (chyba? ewentualnie, czeskiego) bloga [ MyWay ]. Wzór ten leżakował sobie leniwie w zakładkach w przeglądarce, aż nadeszła jego kolej na zrobienie :) 


Wydawało mi się, że sznurka wystarczy mi tylko na 9-12 motywów i grubą ramkę, ale po zważeniu całości już wiem, że sprucie ramki dałoby 7 dodatkowych motywów - łącznie 16, czyli 4x4. Do tego doszłoby jeszcze jedno okrążenie ramki. Także nie przyzwyczajajcie się zanadto do tego dywanu, bo w ciągu najbliższego tygodnia trochę go przerobię. Póki co, dzieło waży 6.5 kg i mierzy 170x170 cm. Podejrzewam, że po przerobieniu będzie ciut większe, gdyż wzory są ażurowe, a ramka nie. 


Sam wzór [ klik!!! ] jest bardzo prosty. Początkowo chciałam go sobie wydrukować na kartce, ale zapamiętałam go już po przerobieniu pierwszego kwadratu. Nie do końca trzymałam się wzoru. W przedostatnim okrążeniu zrobiłam słupki nie tylko w oczka łańcuszka, ale także w inne oczka - inaczej robótka zawijała się do środka. A w ostatnim okrążeniu w rogach zrobiłam po 5 półsłupków. 


Zużyłam łącznie około 1350 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Motywy połączyłam na lewej stronie używając sznurka bistorowego o grubości 2 mm i szydełka 5 mm. Zwykle nudzą mnie dywany złożone z wielu małych elementów, ale tutaj elementy są tak wielkie, że nie zdążyłam się znudzić :P


Bardzo miło przeglądało mi się bloga [ MyWay ] :) Mam wrażenie, że ze wszystkich słowiańskich języków najbardziej podobne do polskiego są właśnie czeski i słowacki - są miłe dla oka (przy czytaniu) i dla ucha. A jakie zabawne ;)