poniedziałek, 19 czerwca 2017

Jak zrobić zaciemnienie

W zasadzie tytuł powinien brzmieć "Jak zatrzymać mężczyznę w łóżku"! Małżonek mój cierpi na tę przypadłość, że w letnich miesiącach budzi się skoro świt, czyli o nieziemsko wczesnej porze. Ja natomiast mogłabym spać bez końca i jeżeli się budzę z własnej woli, to najczęściej z głodu lub z potrzeby udania się do toalety. Pół biedy, jeżeli Mąż wstanie wcześniej do pracy. Ale on czmycha z łóżka także w weekendy, przez co budzę się sama :( Tak wczesne wstawanie oznacza, że Mąż mój zasypia na siedząco już po 20-tej, a ja potem jeszcze długo się nudzę... Chociaż nie, przez pierwszy "tydzień wolnych wieczorów" nadrobiłam czytanie książek, napisałam zaległe maile i nadgoniłam kilka innych spraw. Szybko jednak zaczęłam tęsknić za wieczornym towarzystwem Męża. 

Dlatego w końcu zaciemniłam okno w sypialni przy pomocy serwety zrobionej na drutach według wzoru Herberta Nieblinga :D Jeżeli to nie podziała na ranne budzenie Małżonka, to go chyba upaluję do kaloryfera jak kozę!





Dzieło mierzy około 90x90 cm i dało się ładnie rozpiąć na dwóch pałąkach kupionych w Leroyu Merlinie za jakieś grosze (około 6-8 zł, nie pamiętam...). Pałąki natomiast trzymają się na haczykach w kształcie litery L. Nie trzeba było nawet wiercić w oknie, odpowiednie dziurki już tam były! Kiedyś w dziurkach tych były zamontowane takie listwy, po których "jeździły" żaluzje. Pałąki można łatwo zdjąć na czas mycia okna lub prania firano-serwety. Albo na czas mrocznej wielomiesięcznej jesienio-zimy, podczas której Małżonek na pewno nie będzie uciekał o poranku. 






Oryginalny wzór o nazwie Chrysantheme ma 150 okrążeń i możecie go znaleźć m.in. w czasopiśmie "Burda Special, E 418: Strickspitze". Zużyłam jakieś 350 g czeskiego kordonka Scarlet, korzystałam z 3-milimetrowych drutów z żyłką. Cała praca zajęła mi o wiele za dużo czasu! 

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Jak zrobić siateczkę, a potem się nią nie zachwycać

To chyba najbardziej równy dywan, jaki kiedykolwiek zrobiłam! Zużył jakieś 1100 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm i robiłam go przez niecałe 10 godzin szydełkiem 9 mm. Mierzy on równe 170x170cm co do milimetra i ma idealne kąty proste! Za 1000 lat archeologowie będą się zastanawiać, jak ja tego dokonałam... Żartuję, spruję go najdalej za trzy tygodnie, bo mi się nie podoba (szczegóły i narzekanie poniżej).



Co do środka dywanu, to zgapiłam go z serwetki znalezionej na pintereście [ klik!!! ]. Środek jest otoczony takim trójwymiarowym wałeczkiem, który zgapiłam ze wzoru "Mandala Madness" autorstwa Helen Shrimpton. O wałeczku pisałam już [ tu ].


Natomiast idealne boki i rogi osiągnęłam dzięki bardzo łatwej do zrobienia siateczce:



Dookoła robiłam takie "zaczepy" trzy-oczkowe, z wyjątkiem rogów - tam zużyłam po 4 oczka. Każdy zaczep oparty chociażby tylko jedną nóżką na zaczepie 4-oczkowym również ma być 4-oczkowy. Narożne zaczepy otrzymują dodatkowy zaczep zahaczony obiema nóżkami: 


Algorytm ten należy powtarzać tak długo, aż dostaniemy w miarę równą krawędź z zaczepów. Na końcu dorobiłam 3 okrążenia słupków - po 3 słupki w każdy zaczep. Na rogach najpierw zrobiłam po 7 słupków w zaczep, a w kolejnych okrążeniach już tylko po 5 słupków.

Bardzo szybko robi się taką siateczkę i, o dziwo, prawie wcale nie sprężynuje ona w tę i we w tę. A musicie wiedzieć, że mocno dziurawe ściegi bardzo lubią zmieniać swoje rozmiary.

Niestety, siateczka w ogóle nie podoba mi się wizualnie :( Przypomina mi te okropne siateczkowe podkoszulki z lat bodajże 80-tych, z lubością noszone przez brzuchatych panów dzierżących butelkę piwa. Mojemu Mężowi za to ogromnie się ona spodobała - może doszło tu do głosu podświadome pragnienie żłopania piwa w podkoszulce? Wolę nie wnikać...


Edycja: nie wytrzymałam i zapytałam - Małżonek stanowczo wypiera się chęci noszenia siatkowej podkoszulki.




środa, 31 maja 2017

Wpadłam w ciąg :D

Już od około trzech lat jestem fanką szydełkowej diwy Patricii Kristoffersen i co jakiś czas wpadam w ciąg dziergania serwetek lub dywaników według jej wzorów. Jeżeli nie słyszeliście o Patricii Kristoffersen, to wygooglajcie jej serwetki:


Możecie też odwiedzić jej sklep na [ etsy ] lub [ fanpejdż ] na facebooku. 

Tak jak wprawne oko rozpozna obrazy poszczególnych sławnych malarzy, tak moje oko już z daleka rozpozna projekt Patricii Kristoffersen - jej serwetki zawsze są bogate w wypukłe ściegi, np. popkorny lub słupki reliefowe, wiele jej prac zawiera też motyw ananasa oraz liczne dziurki. 

Patricia Kristoffersen wydała ponad 30 takich niezbyt grubych książeczko-broszurko-publikacji z wzorami, z czego ja mam tylko kilka. I tak ostatnio wydziergałam trzy małe dywaniki z trzech różnych książeczek. 



Żółty dywanik to pierwsze 17 okrążeń serwetki Refined Beauty z książeczki "Pineapple Elegance". Ostatnie trzy okrążenia zrobiłam słupkami pojedynczymi, a potem dodałam jeszcze jedno okrążenie z oczek ścisłych w tylną pętelkę. Całość ma 120 cm średnicy, co przekłada się na jakieś 600 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Ten dywanik podoba mi się chyba najbardziej z całej serii, jako że uwielbiam "dziurawe" dywany :)


Jako drugi wydziergałam dywanik na podstawie pierwszych dziewięciu okrążeń serwetki Nell z książeczki "Exquisite Doilies". Potem dodałam jeszcze cztery okrążenia słupków pojedynczych i jedno okrążenie oczek ścisłych w tylną pętelkę. Dywanik mierzy 95 cm średnicy i zjadł około 400 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Bardzo fajnie robi się te długie płatki: najpierw robimy łańcuszek, a z powrotem obdziergujemy go słupkami. Na samym środku dywanu znajduje się coś w kształcie ciasta-babki :D



Ostatni dywanik to pierwsze czternaście okrążeń serwetki Visionary Sense z książeczki "Ultimate Doilies" zakończone czterema okrążeniami słupków pojedynczych i jednym okrążeniem oczek ścisłych w tylną pętelkę. Dzieło mierzy równe 100 cm średnicy i zużyło jakieś 450 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Wzór na ten dywan zawierał wiele trudnych ściegów, np. podwójne słupki reliefowe o dwóch nóżkach. Siedziałam nad tym dobre 5 godzin, a wyszło takie maleństwo!


W poprzednich miesiącach i latach zrobiłam też inne dywany na podstawie wzorów Patricii Kristoffersen, o czym pisałam [ tu ], [ tu ], [ tu ] i [ tu ]:





Ciąg dalszy wpadania w ciąg na pewno nastąpi :)


poniedziałek, 29 maja 2017

Jak zrobić park atrakcji dla dzieci z... 75 km sznurka

Bardzo lubię, gdy przysyłacie mi zdjęcia Waszych dywaników i innych sznurkowych dzieł :) Mam też sporą frajdę, gdy Wasze maile pochodzą z zagranicy i jeszcze większą frajdę, gdy są napisane w języku, który jako tako rozumiem. Ale sprawdzając pocztę w zeszły weekend aż oniemiałam z zachwytu nad pomysłowością i pracowitością pani Anny Klimowej i jej rodziny.

Otóż, wyobraźcie sobie, pani Anna wzięła długi urlop i wraz z dwiema córkami w ciągu trzech tygodni przedziergała... 75 kilometrów sznurka!!!!!!! Dziewczyny połączyły fragmenty w jedną całość, a mąż pani Anny - alpinista z zamiłowania - zamocował to arcydzieło na linach pod sufitem w centrum handlowym w Nowokuźniecku w Rosji. I tak powstał dziecięcy park linowych atrakcji o wdzięcznej nazwie "Ul":





Park zajmuje 60 metrów kwadratowych i, jak już wspomniałam, zużył imponujące 75 kilometrów sznura poliestrowego o grubości 5 mm z rdzeniem. Sznurek bawełniany nie zdałby tu egzaminu - jest za ciężki i bardzo chropowaty, przez co szybko się brudzi.

Kiedyś policzyłam, że 50 metrów sznura przedzierguję najprostszym ściegiem przez co najmniej 20 minut. Matematyka podpowiada, że w takim razie 75 kilometrów zajęłoby mi 500 godzin. Dzieląc to przez 3 osoby x 3 tygodnie otrzymujemy prawie 56 godzin na tydzień na jedną wypoczętą osobę dziergającą w szybkim tempie! A do tego przecież dochodzi jakieś życie osobiste, zakupy, sprzątanie, o jedzeniu i spaniu nie wspomnę... 75 kilometrów sznurka to taka sama odległość jak ze Szczecina do Gryfic, ciut więcej niż z Zakopanego do Nowego Sącza i ciut mniej niż z Bydgoszczy do Gniezna. 

Na rosyjskim portalu W Kontakcie znajdziecie [ fanpejdż ] parku "Ul" i jeszcze więcej zdjęć. Nie trzeba mieć konta na tym portalu, żeby oglądać różne treści, ale już trzeba się zalogować w celu polubienia lub skomentowania. 

A tak wyglądała praca nad parkiem "Ul":







Oto zdolna rodzinka - pani Anna z mężem i córkami:




Park "Ul" można odwiedzić i przetestować od 10:00 do 20:00 w nowokuźnieckim centrum handlowym Majak przy ulicy Kurako 49, na drugim piętrze. Cała rodzina ustaliła, że park będzie interesem jednej z córek. Ponieważ jest to tak innowacyjny projekt, centrum handlowe odstąpiło od pobierania pieniędzy za wynajem przestrzeni pod parkiem - i słusznie, skoro cała zabawa odbywa się nad tą przestrzenią :D Pani Anna pisała, że dzieci są zachwycone parkiem, przynajmniej do czasu gdy zostaną wyciągnięte siłą przez rodziców.

Wyczytałam na [ fanpejdżu Ula ], że do końca maja 30 minut zabawy kosztuje tylko 100 rubli dla osób, które polubią ów fanpejdż. Szkoda tylko, że to tak daleko - nawet gdybym wyruszyła w tej chwili, to nie dojechałabym tam autem do końca maja... Google Maps podpowiada mi, że droga samochodem z Gdańska do Nowokuźniecka ma aż 5208 kilometrów. Gdyby była to długość sznurka, to jej przedzierganie najprostszym ściegiem zajęłoby mi 34720 godzin. Wyszedłby z tego ogromny park atrakcji!


piątek, 19 maja 2017

Ale plama!

Pomysł na ten dywan chodził za mną już od paru lat. Początkowo myślałam o ażurowej plamie, okazała się jednak zbyt trudna technicznie. W końcu poddałam się i zrobiłam plamę złożoną głównie ze słupków. 





Środek plamy jest zrobiony [ spiralnie ], zaś odnóżki dorobiłam już osobno, co (niestety) wymagało cięcia sznurka.  

Dzieło wydaje mi się maciupkie, mimo iż mierzy 140 cm od pierwszej odnóżki do czwartej i 135 cm od drugiej odnóżki do szóstej. Zużyłam 2.5 kg (czyli około 550 metrów) sznurka bawełnianego o grubości 5 mm, a szydełko miało 10 mm. Cała praca zajęła mi około 6 godzin.


W najbliższym czasie udoskonalę trochę wzór na plamisty dywan i może zamieszczę na blogu samouczek :) Gdybym się z tym ociągała, to bodnijcie mnie przez internet! 


piątek, 12 maja 2017

Dywan na zimny majździernik

Ten dywan powstał w ramach wiosennych porządków. Otóż chciałam posegregować resztki sznurka w różnych odcieniach zieleni i ecru i chyba mi się to udało. Mimo prostego wzoru, dywan zajął mi mnóstwo czasu - może dlatego, że w trakcie tych wiosennych porządków padał śnieg? 

(Arcy)Dzieło mierzy 170 cm i zostało wydziergane szydełkiem 10 mm. Korzystałam z prostego wzoru na [ koło ], a kolory łączyłam [ w ten sposób ]. Zużyłam bliżej niesprecyzowane ilości sznurka bawełnianego 3 mm złożonego na pół, sznurka poliestrowego złożonego na pół i sznurka bawełnianego o grubości 5 mm.






Okazało się, że mam sporawe zapasy sznurka w czterech różnych odcieniach ecru! Chodzi mi teraz po głowie seria malutkich dywaników zrobionych na podstawie serwetkowych wzorów Patricii Kristoffersen :)



niedziela, 30 kwietnia 2017

Takie tam drobiażdżki

Gdy już się w końcu wygrzebałam spod sporawej [ serwety ] nieblingowskiej, mogłam nareszcie podokańczać różne małe projekty, które walały się po stryszku i czasem nawet przemieszczały się do innych pomieszczeń.

Na pierwszy ogień poszedł mały (bardzo mały... 95 cm średnicy) szary dywanik, którego wzór to pierwsze kilkanaście okrążeń zaczerpniętych z serwetki [ Harmony ] autorstwa Patricii Kristoffersen. Wzór ten pojawia się w czasopiśmie "Leisure Arts #2879, Absolutely Gorgeous Doilies", ale ja wypatrzyłam go najpierw w "The Best of Patricia Kristoffersen". Dywanik ten zajął mi około trzech godzin roboty, zużył około 475 metrów sznurka o grubości 5 mm, a szydełko miało grubość 9 mm. Już od dawna czaiłam się na ten wzór, przypomina mi trochę witraż:




W końcu przerobiłam też wierzch [ zimowej pufy ], którą popełniłam w lutym. Miała ona bardzo nudny i płaski wierzch, bo zabrakło mi włóczki na coś bardziej fikuśnego. Myślałam, że się przyzwyczaję do tak mało strojnej pufy, ale nie dałam rady. W ciągu czterech godzin zrobiłam nowy kwiecisty wierzch korzystając z różnych niebieskawych resztek. Teraz dużo milej kładzie się stopy na takim trójwymiarowym wierzchu, zupełnie jak na poduszce :)



A tak wyglądała pufa przed przeróbkami:


Zaraz po zrobieniu lutowej [ Ziarnuszki ] zaczęłam wyszywać wizerunek słowiańskiej bogini Mokosz, ale potem moją uwagę odwróciła serweta (generalnie bardzo łatwo jest odwrócić moją uwagę...). Dzisiaj z rana skończyłam wyszywać detale (i będę mogła się zabrać za kolejną serwetę...) Zadaniem Mokosz jest, między innymi, dbanie o kobiety i ich pracę, a podobno także o przędzenie lnu i strzyżenie owiec. Jest to idealna słowiańska bogini dla dziewiarek.




Uffff, wyczyściłam listę rzeczy-do-dokończenia na ten miesiąc i mogę zacząć jutro maj ze spokojnym sumieniem :)