piątek, 30 listopada 2018

Drobiowy tryptyk do kuchni

Co jakiś czas stwierdzam, że moja [ kuchnia ] jest za mało wiejska. Tym razem postanowiłam ją udekorować drobiowym tryptykiem, który zajął mi łącznie około 2-3 miesięcy, nie licząc przerw poświęconych na szukanie weny (od)twórczej.



Wszystkie sztuki drobiu wyszyłam krzyżykowo na kanwie Aida 14 w kolorze worka pokutnego zwykłymi nićmi, takimi jakie się kupuje do maszyny do szycia. Do tego dokupiłam w Jysk ramki formatu A4. 

Jako pierwszego wyszyłam błękitno-kremowego kogutka według wzoru znalezionego w rosyjskim internecie [ klik! klik! klik! ]. Zajął mi on najwięcej czasu, był bowiem najbardziej upstrzony i postrzępiony.

Drugiego kogutka ściągnęłam [ stąd ] i poszedł mi on dużo szybciej. Najpierw obróciłam go w programie graficznym tak, aby patrzył w drugą stronę, a potem zdałam sobie sprawę, że nie mogę wydrukować jego schematu. Mam czarno-białą drukarkę i kolory ze schematu brzydko nałożyłyby się na symbole. Tak więc wyszyłam go jednym okiem patrząc na schemat na ekranie komputera, a drugim okiem na filmy. Duuuuużo filmów... 


Na końcu w ekspresowym tempie wyszyłam kurkę [ klik!!!!! ]. Była bardzo skomplikowana, ale miałam już serdecznie dość drobiu i chciałam się z nią jak najszybciej uwinąć. Jej schematu również nie mogłam wydrukować ze względu na kolory. Zrezygnowałam z wyszycia kurnika, odjęłam jednego pisklaka, ale za to dołożyłam ściółki. Wygooglałam, że ta rasa kur nazywa się "(srebrny) brakel" i wywodzi się z piętnastowiecznej Belgii lub Holandii. Podobno bardzo dobrze się niosą!!!


Na razie mam dość wyszywania- odpocznę chwilę i potem wezmę się za etui na czytnik ebookowy Męża. Będzie we wzory folkowe.




niedziela, 25 listopada 2018

Uwaga! Uwaga!

Jak co roku chciałabym Was zaprosić do wspólnej zabawy szydełkowej mającej na celu zrelaksowanie się pośród przedświątecznej krzątaniny. Celem jest także nauczenie się nowych fikuśnych wzorów szydełkowych. Od pierwszego aż do dwudziestego pierwszego grudnia będę udostępniać na blogu po kawałku instrukcje wykonania tego oto pokrowca na poduszkę:




Instrukcje będą miały postać słowną, rysunkową, a czasem nawet filmową. Szacuję, że codzienna porcja dziergania zajmie Wam około 30 minut, ale to oczywiście zależy od Waszego tempa dziergania. Cała robótka ma 37 okrążeń, z czego ostatnie to łączenie obu części pokrowca.

Wśród fikuśnych wzorów znajdą się: 
  • warkocz

  • piramidka z kulek opasanych słupkami i listki - prawie jak w technice overlay!
  • guziki
  • zygzaki z kulkami




Co będzie potrzeba:

  • moja robótka mierzy 40x40 cm i  zużyła około 400 gramów resztek włóczki pasującej do szydełka 3-4 mm. Jeżeli zdecydujecie się wykonać tył poduszki jakąś inną techniką, np. samymi słupkami, to pewnie zużyjecie nieco mniej włóczki. W każdym razie, dobrze byłoby, żeby resztki włóczki były tej samej grubości. W przeciwnym razie niektóre okrążenia mogą się ściągać lub falbanić. 
  • szydełko 3 mm lub 4 mm pasujące do Waszych resztek włóczki.
  • około 30 minut dziennie - no, może czasem mniej, czasem więcej.
  • jakiś wypełniacz w postaci poduszki - w moją robótkę weszła poduszka 40x40 cm, ale gdyby się bardzo uprzeć, to 45x45 cm też by wlazło :)

Czego nie będzie potrzeba:

  • nie trzeba kupować ogromnych ilości włóczki - pamiętajcie, jeżeli zużyjecie wszystkie posiadane resztki, to potem będziecie mogły poprosić Świętego Mikołaja o nowe resztki zasoby ;) 
  • nie trzeba robić dużej poduszki! Można zrobić małą poduszeczkę na igły np. z cienkiego kordonka.
  • nie trzeba wykorzystywać całego wzoru - można zrobić mini poduszeczkę na podstawie wzoru np. tylko z pierwszego tygodnia - wszystko zależy od Waszej ochoty i inwencji twórczej.

Skończoną robótkę można komuś podarować w prezencie albo zatrzymać dla siebie. No i obowiązkowo trzeba mi wysłać zdjęcie swojej pracy, ja je potem wystawię na facebooku i będzie można już zbierać ochy, achy i inne lubiki :)

Zaczynamy 1. grudnia!!!


poniedziałek, 19 listopada 2018

Duży dywan na drutach

Postanowiłam odświeżyć wygląd pokoju-ze-schodami, poprzestawiałam więc meble, kupiłam nową narzutę na kanapę i ostatecznie wydziergałam nowy dywan na drutach. Jest to jedna z moich największych drucianych prac, mierzy bowiem 115x190 cm nie licząc frędzli. Zużyłam około 1500 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm przy użyciu drutów 12 mm z żyłką. Cała praca zajęła mi aż 15 godzin.




Na wzór wybrałam:
  • dwa zwykłe warkocze dwupasmowe (6 oczek, krzyżowane w co trzecim prawym rządku) oddzielone od siebie dwoma oczkami lewymi,
  • wzór celtycki z mojego ulubionego portalu drucianego, czyli ABC robótek na drutach [ klik! klik! klik! ].
Pomiędzy oba motywami dawałam po 3 oczka odstępu.


Mam dosyć krótką żyłkę w drutach, musiałam więc dywan robić na raty:



Pomyślałam sobie, że jeżeli ukryję łączenie kawałków między dwoma warkoczami, to nie będzie nic widać. Niestety - nie wystarczyło zostawić jednego oczka brzegowego przy każdym warkoczu! Powinnam była zostawić ze dwa oczka brzegowe, bo to jedno oczko brzegowe zostało w całości "zjedzone" przez łączenie i w rezultacie warkocze są zbyt blisko siebie. Nic to, na dywanie i tak zawsze będzie stał podnóżek zasłaniający odstęp między innymi dwoma warkoczami ;) 

Aby wyrównać brzeg, dookoła dywanu zrobiłam ramkę ze słupków szydełkiem 9 mm. W oczka boczne dawałam na zmianę: 2 słupki, 1 słupek, 2 słupki, 1 słupek..., dodałam też frędzle. Pozostałe dwa boki były nieco bardziej problematyczne. W zasadzie robiłam słupek w oczko, ale na każdym warkoczu odejmowałam po jednym oczku (robiąc dwa oczka w jedno) i w każdej przestrzeni między warkoczami także odejmowałam po jednym oczku. Bez ujmowania oczek brzeg bardzo by się falbanił. Myślę, że śmiało mogłam jeszcze częściej odejmować oczka. W rogach dywanu dałam po 5 słupków w jedno oczko.




Przy pomocy regałów i pozostałych dodatków starałam się stworzyć taką przytulną "norkę" do czytania i wyszywania. Mąż zamocował mi jeszcze bardzo nowoczesne światło nie mające tradycyjnego włącznika, tylko czujnik reagujący na przybliżenie ręki. Dzięki temu muszę teraz baaaardzo uważać, gdzie macham igłą przy wyszywaniu :D 



sobota, 10 listopada 2018

Pokrowiec na tableto-czytnik

Zawsze w październiku, a najpóźniej w listopadzie, bierze mnie chęć na haft krzyżykowy. Jest to całkowicie pozbawione sensu, bo dni robią się coraz krótsze, muszę więc wyszywać przy sztucznym świetle. Ale co ja na to poradzę, że nie chce mi się wyszywać w lecie?

W każdym razie, wyszyłam sobie pokrowiec na tableto-czytnik do książek. O, takie coś:



Tablet dostałam od Męża kilka urodzin temu. Miał on być przymocowany do lodówki w celu wyświetlania przepisów kulinarnych. Ale okazał się za ciężki i za duży i nie dało się nam kupić "niewidocznego" ustrojstwa do jego zamocowania na lodówce. W sklepach dostępne były tylko jakieś brzydkie plastikowe wysięgniki na tablet, które bardzo nie pasowały do [ staroświeckiego wystroju ] mojej kuchni. Żeby nie mieć poczucia straconych pieniędzy, zaczęłam czytać książki na tablecie i okazało się to strzałem w dziesiątkę :) Nie wiem, jak mogłam przedtem żyć bez tableto-czytnika? To była jakaś marna egzystencja, a nie życie!

Ale wracając do pokrowca - kupiłam granatową kanwę Aida (18 kwadracików na 1 cal, 33x49 cm) za 10 zł w [ pasmanterii Jola ] w Galerii Przymorze, przycięłam ją do rozmiarów 30x40 cm i podłożyłam brzegi fastrygując co dwa kwadraciki. Następnie przefastrygowałam obie połowy pokrowca srebrną i złotą nicią (co dało mi 2 poletka o wymiarach 122x182 kwadracików) i wyszyłam na nich dwa motywy: seledynowy i różowy. Na koniec zszyłam pokrowiec wzdłuż dwóch boków. Oprócz nici brokatowych używałam zwykłych nici maszynowych. Jakoś nigdy nie polubiłam się z muliną, nie lubię tej całej zabawy z rozdzielaniem pasm.





Poniżej znajdziecie schematy obu motywów. Dodatkowo wypełniłam niektóre wolne przestrzenie złotą i srebrną nicią, ale już tego nie zaznaczałam na schemacie. Srebrną i złotą nić kupiłam (nie pamiętam już gdzie) kilkanaście lat temu - wyszywałam wówczas jakąś ikonę dla Mamy i potrzebowałam te nici do wyszycia aureoli. Nie wiem, czy wszystkie brokatowe nici tak mają, ale te moje dwa egzemplarze były koszmarne w obróbce! W dotyku przypominały drut kolczasty, na dodatek skręcały się niczym świński ogon i bezustannie się pętliły.







Cała praca zajęła mi coś około trzech tygodni, z czego przez ostatnie 4 dni pracowałam nad pokrowcem aż przez 7-8 godzin dziennie. Jak już dojdę do siebie po tych brokatowych niciach, to wezmę się za dokończenie "tryptyku drobiowego" do kuchni :D Muszę dokończyć kogutka, no i brakuje mi jeszcze kurki: