niedziela, 29 czerwca 2014

Mój pierwszy mebel ogrodowy :)

Po 70 godzinach wytężonej pracy wyplotłam cały chodnik na przedpokój. Moje poczynania mogliście śledzić tutaj, tutaj i tutaj. W rezultacie mam zdrętwiałe nadgarstki, palce które bardzo mrowią w nocy i z rana, skrajnie wysuszoną skórę na dłoniach oraz obolałe plecy, zaś na samo brzmienie słowa "makrama" mam mordercze myśli. W takim samym czasie zrobiłabym 10 średnich dywanów, czyli takich o średnicy około półtorej metra. Na chodnik zużyłam łącznie 1250 metrów sznurka, zostało mi jakieś 100 metrów ścinków różnej długości, które mam nadzieję zagospodarować w jakiś twórczy sposób.


Podczas bycia wyplatanym dywanik zdążył zmniejszyć swoją szerokość z jednego metra do 82 centymetrów, widocznie za bardzo go naciągałam podczas plecenia. Ma też bardzo brzydkie zwężenie mniej więcej w środku długości, postanowiłam więc go co nieco porozciągać. I w ten oto sposób został hamakiem :D A zresztą, chodnik czy hamak, i to na "ch", i to na "h"...


Do usztywnienia hamaku użyłam dwóch bukowych prętów z Praktikera. Mają po metr długości i 2 cm średnicy. Mam nadzieję, że wytrzymają do końca wakacji. 






Pod koniec sezonu balkonowego zamienię hamak z powrotem w chodnik, mam nadzieję, że do tego czasu porządnie się rozciągnie. Mam więc jakieś 2 miesiące na wykombinowanie, jak zabezpieczyć odstające końcówki sznurków.




Teraz nareszcie możemy powiedzieć sobie z Mężem: "Kochanie, idź się bujać" :D

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Makrama z piekła rodem

Za mną już łącznie 44 godziny pracy nad makramowym chodnikiem na przedpokój. Zrobiłam 55% zaplanowanej długości, po czym musiałam się przenieść pod stół, ponieważ skończył mi się pokój i szorowałam już plecami po regale. Z góry odpowiadam na pytanie, które niechybnie padnie - tak, wygodnie mi pod stołem, jestem nikczemnego wzrostu :D (tym bardziej, że siedzę).



Długi weekend bożocielesny spędziłam niestety głównie na doszywaniu nowych kłębuszków do kończących się sznurków :( A także na masowaniu zmęczonych nadgarstków, które jednak mocno się nadwerężają naciągając sznurki. Co mi do łba strzeliło z tą makramą?!?! 

Plotka głosi, że jeżeli po śmierci trafia się do piekła, to przez całą wieczność robi się to, czego najbardziej nie lubiło się robić za życia - ja pewnie będę makramować. A Wy, co będziecie robić? ;)

sobota, 21 czerwca 2014

Pufa "Oaza"

Po zrobieniu Matadora zapałałam żądzą wykonania kolejnych puf! Już jakiś czas temu podpatrzyłam w czeluściach internetu projekt pufy zrobionej z butelek plastikowych.


No więc bierze się kilkanaście (lub ...dziesiąt) butelek, połowę z nich się przecina, zaś drugą połowę zakręca się i wkłada w przecięte butelki.

 

Stawia się 16 lub 25 lub 36 (ogólnie mówiąc: n2) połączonych par butelek w celu stworzenia prostopadłościanu - ważne jest, aby korki zakręconych butelek były ułożone w szachownicę (na zmianę do góry i do dołu). Takie ułożenie butelek dobrze amortyzuje pufę, gdy usiądzie na niej ktoś ciężki.


Potem pozostaje tylko unieruchomić butelki folią spożywczą (o dziwo: łatwo poszło, chociaż trochę wyrywały się, skubane...), dorobić spód i wierzch z kartonu, znowu unieruchomić i otulić jakimś nieużywanym ciuchem dla większej miękkości.



I wtedy przychodzi najmilsza część: wydzierganie pokrowca :) Z radością stwierdzam, że ostatecznie przeprosiłam się ze sznurkiem poliestrowym, o którym w kwietniu pisałam, że "ciągnie się jak guma od gaci". Żeby nie było, nadal się ciągnie, ale przez to pieknie opina pufę.


Na górę pufy wyszydełkowałam motyw "kwadrat babuni", za to po bokach zrobiłam na drutach cztery różne wzory warkoczowe. Boki i górę połączyłam potem szydełkiem.

- gęsty wzór warkoczowy, który kiedyś sama wymyśliłam:
nabrać 40 oczek
(1) oczko brzegowe, oczko lewe *przełożyć 3 oczka na agrafkę z przodu robótki, 3 oczka prawe, przełożyć 3 oczka z agrafki z powrotem na drut i przerobić na prawo* (powtarzać 6 razy), oczko lewe, oczko brzegowe
(2, 3, 4) przerabiać oczka tak jak schodzą z drutu
(5) oczko brzegowe, oczko lewe, 3 oczka prawe, *przełożyć 3 oczka na agrafkę z tyłu robótki, 3 oczka prawe, przełożyć 3 oczka z agrafki z powrotem na drut i przerobić na prawo* (powtarzać 5
 razy), 3 oczka prawe, oczko lewe, oczko brzegowe
(6, 7, 8) przerabiać oczka tak jak schodzą z drutu
Powtarzać powyższe rzędy - ja przerobiłam 56 rzędów - pierwszy rząd robótki przerobiłam jako ósmy rząd powyższego wzoru, ostatni rząd był zamykający.



- wzór o tajemniczo brzmiącej nazwie r-201 z portalu ABC robótek na drutach - z tą różnicą, że między warkoczami przerabiałam tylko jeden rządek prawych oczek zamiast dwóch. Nabrałam 40 oczek, z każdej strony przedostatnie oczko było lewe, a ostatnie brzegowe.

- kolejny tajemniczy wzór r-314 z tego samego portalu - bardzo łatwy w wykonaniu i miły dla oka :)

- wzór warkoczowy "OXOX" z absolutnie wspaniałej książki "A treasury of Knitting Patterns" autorstwa Barbary Walker (strona 254 i 255). Sporo czasu zajęło mi odszyfrowanie anglojęzycznych skrótów językowych! Nawiasem mówiąc, książki z wzorami Barbary Walker zasługują na osobny wpis.

Tak jak poprzednio, dół pufy został ściągnięty sznurkiem - od góry nic nie widać, a dzięki temu można łatwo zdjąć pokrowiec do prania. 


Mąż przetestował główne funkcjonalności pufy i jest wielce ukontentowany :)



Szczegóły:

Model: Pufa "Oaza"
Wymiary:37 x 37 x 37 cm3
Długość zużytego sznurka: 460 metrów (poliester)
Butelki: 32 sztuki, po wodzie "Oaza" z Biedronki
Waga pufy: 1.2 kg
Waga pokrowca: 650 g
Druty: 12 mm, plastikowe
Szydełko: 9 mm, aluminiowe
Poświęcony czas: zbieranie butelek trwało kilka tygodni (nie przepadam za wodą), montaż trwał może z 20 minut, a samo dzierganie to jakieś dwa dni.



niedziela, 15 czerwca 2014

Skąd się biorą sznurki?

No dobrze, zaspokoję ciekawość kilku(nastu już) internautek i zdradzę sekret mojego sukcesu - otóż sznurki biorą się z hurtowni Polimex z Łodzi. Jeżeli by je zamówić z samego rana, to najczęściej będą dostarczone już na następny dzień. Ale uwaga: sznurki podróżują kurierem GLS, jeżeli więc nie chcecie szukać swojej przesyłki po parcel-shopach w całym mieście a potem wnosić jej samodzielnie na czwarte piętro, lepiej zamówić przesyłkę za pobraniem ;) Najlepsze są sznurki bawełniane, o grubości 5 mm. Sznurki trzymilimetrowe są z kolei szorstkie, sztywne i jakoś takie mało sympatyczne w obróbce. Natomiast mięciutkie i milusie poliestrowe sznurki nadają się tylko do opinania tworów trójwymiarowych - puf i poduszek. 

A tak bardziej filozoficznie, to sznurki biorą się z wyplatania. Szukając w czeluściach internetu dobrych i tanich sznurków, natknęłam się na kilka metod samodzielnego robienia sznurka. O większości z nich nie miałam przedtem pojęcia! Oto krótki przegląd sznurkowych informacji, jakie napotkałam podczas moich poszukiwań:

Kumihimo

Czyli tworzenie plecionego sznurka przez oplatanie w określonym porządku nici rozpiętych na specjalnym kółku. Technika ta jest bardzo stara - już w XII wieku wyplatano tym sposobem sznurki do ozdabiania zbroi i butów. Obecnie sznurki kumihimo mają coraz większe zastosowanie przy robieniu biżuterii.

Znalazłam na youtube trzynastominutowy tutorial na temat wyplatania sznurka kumihimo (po angielsku, ale jak ktoś nie lubi, to nie musi słuchać, bo wszystko doskonale widać):



Istnieje wiele wzorów sznurków, jakie można upleść na dysku kumihimo - znajdziecie je tutaj. Mam nadzieję, że zrozumiecie z tych schematów więcej niż ja...

Szydełko lub druty

O wiele prostszą alternatywą jest zrobienie sznurka na drutach lub na szydełku. Będzie to co prawda trwało w nieskończoność, ale za to jak wspaniale można się przy tym wyciszyć :)




Laleczka dziewiarska

Jest to podłużny przyrząd z dziurą w środku i czterema lub więcej metalowymi pętelkami lub gwoździami wbitymi na górze. Do tego przyda nam się szydełko lub wykałaczka. Sposób użycia laleczki obrazuje poniższy filmik. Jeżeli natomiast wolicie wersję pisemną, to bardzo dobry opis po polsku wraz ze zdjęciami możecie znaleźć na blogu maba-handmade.


Robienie sznurka tą techniką jest zwane po angielsku "spool knitting" albo "French knitting" - na youtube znaleźć można wiele filmików wpisując te tytuły w wyszukiwarkę. Sama laleczka, to "French knitting dolly". Laleczki występują w różnych kształtach i kolorach - można też samemu zrobić taką laleczkę ze starej drewnianej szpulki po niciach, w którą wystarczy wbić cztery gwoździe :)
Lucetka

To po prostu drewniany dwuzębny widelec, będący płaskim odpowiednikiem laleczki dziewiarskiej:


Historycznie rzecz biorąc, archeolodzy dokopali się do lucetek z czasów Wikingów, przy czym popularność tego narzędzia spadła znacznie między XII a XIX wiekiem. Podejrzewam, że to z powodu zaprzestania wikińskich najazdów, podczas których (zapewne niechcący) rozpowszechniano lucetki.

Młynek dziewiarski

Młynek jest zmechanizowaną wersją laleczki. Kręcenie korbki wprawia w ruch igły z samozamykającymi się haczykami, i to właśnie te haczyki przewlekają włóczkę przez kolejne oczka sznurka. A tak wygląda młynek w akcji:



Wydajność tej techniki nie jest porywająca - z motka włóczki o długości 300 metrów wychodzi zaledwie około 10 metrów bardzo miękkiego i pustego w środku sznurka. Użycie młynka opłaca się chyba jedynie do robienia sznurkowej biżuterii na nieprzemysłową skalę, zwłaszcza naszyjników. Dziewiarki często narzekają na łamiące się igły, których podobno nie da się dokupić osobno. Z młynkiem należy więc obchodzić się bardzo delikatnie!

Na polskim rynku prym wiodą młynki marki Prym, kosztują od 40 do 70 zł.  Bardzo dobry opis zalet, usterek oraz tego, jak sobie z nimi radzić, znajdziecie na blogu Akademia Rękodzieła Bocian.


Ufff, chyba wyczerpałam temat :) Teoretycznie, można też robić sznurki makramowe, ale ponieważ nadal zmagam się z makramowym chodnikiem na przedpokój, przemilczę dyskretnie tę wielce upierdliwą technikę.

sobota, 14 czerwca 2014

Raport dywanowo-makramowy (pierwszy z wielu)

Po 15 godzinach pracy wyplotłam 3 rządki dywanu makramowego, z czego sporo czasu zajęło mi odmierzanie sznurka i nawijanie go na pałąk. Teraz powinno już pójść szybciej. Przewiduję, że w połowie pracy, czyli po 10 rządkach, zaczną mi się kończyć sznurki owijające i będę musiała podoszywać nowe.



Duży pokój powoli przestaje wyglądać jak sznurkowe pobojowisko. Sznurki owijające zwinęłam w kłębuszki, a owijane zapakowałam w woreczki śniadaniowe. Koleżanka uświadomiła mi wczoraj, że gdybyśmy mieli kota, to byłby to najszczęśliwszy kot na świecie :D
Zauważyłam, że mam o wiele więcej cierpliwości do sznurka, od kiedy zaczęłam słuchać muzyki przy makramowaniu. Nie mogę się jednak pozbyć natrętnej myśli, że czasem wolałabym przeczytać ponownie "Cierpienia młodego Wertera"  niż wyplatać techniką makramową. 

czwartek, 12 czerwca 2014

Dywan makramowy

Po szydełkowaniu, robieniu na drutach i frywolitkowaniu dywanów została mi jeszcze jedna ważna technika tworzenia płaskiego rękodzieła: makrama. Nieobeznanym z tematem spieszę wyjaśnić, że makrama to znana już w starożytności sztuka wiązania sznurków bez użycia igieł, drutów, szydełka czy innych narzędzi. Techniką tą można robić biżuterię, gobeliny, wiszące koszyki na doniczki i wiele innych arcydzieł - poniższe cuda znalazłam na Pintereście:


 


Coś mi się kołacze z tyłu głowy, że próbowano mnie nauczyć makramy na zajęciach ZPT w szkole podstawowej, ale musiałam widocznie być wybitnie oporna, bowiem przyswoiłam tylko robienie podstawowych supełków - wystarczających do zrobienia co najwyżej zakładki do książki. Ponieważ dopiero teraz zaczynam na poważnie swoją przygodę z makramą, zamiast wymyślać własny wzór skorzystałam więc z gotowca pokazanego na tym filmiku:


Na początku zrobiłam małą próbkę ze sznurka bawełnianego o grubości 3 mm. Od razu widać, żem początkująca, bo wzór cały czas wychodzi bardzo ścisły.


Zamówiłam 1.5 km żółtego sznurka o grubości 5 mm w nadziei, że wystarczy mi on na zrobienie chodnika o wymiarach 100 cm x 200 cm na przedpokój. Potem przyszyłam do dywanu (nie mojego, kupnego - a fe!) pałąk oderwany z podsufitowej suszarki łazienkowej i zaczęłam wiązać na nim sznurki.


Napoczęłam już kawałek robótki, ale wymakramowanie całego dywanu zajmie mi pewnie z miesiąc :( Poniżej efekty pięcio-i-pół godzinnej pracy, z czego sporo czasu zajęło odmierzanie, cięcie i nakładanie sznurka na pałąk:


Jeden motyw z czterema listkami mierzy dokładnie 10 cm x 10 cm, muszę więc zrobić takich 200. 


Ciąg dalszy nastąpi! Aby nie zanudzić się (i Was) na śmierć, będę w międzyczasie robić też inne projekty.

Kurcze, mam szczerą nadzieję, że później da się ten pałąk przymocować z powrotem do suszarki :D

niedziela, 8 czerwca 2014

Gobelin

Jakiś czas temu zrobiłam ten oto dywano-gobelin frywolitkowy:


Jako dywan był zbyt dziurawy, by być funkcjonalnym, a jako gobelin nie był wystarczająco sztywny, aby zawisnąć na jednym gwoździu - po prostu zwijał się w trąbkę. Przez jakiś czas poszukiwałam hula-hop o metrowej średnicy, w nadziei że uda mi się je przeciąć i włożyć w niezliczone pikotki na krawędzie gobelinu. Jednak w końcu poszłam po rozum do głowy Leroy-Merlin i kupiłam cztery metry rury polietylenowo-aluminiowej używanej zwykle do przepuszczania wody w centralnym ogrzewaniu podłogowym. O, takiej rury:

Kosztowała zaledwie 1.37 zł za metr :) Kupiłam też złączkę redukcyjną z mosiądzu do połączenia dwóch końców rury (5 złotych z groszami). 

Muszę zaznaczyć, że Pan przy stoisku z instalacjami centralnego ogrzewania był niezwykle pomocny i profesjonalny. Nawet mu powieka nie drgnęła, gdy usłyszał odpowiedź na pytanie, po co mi tylko cztery metry rury ("Bo wie pan, ja zrobiłam taki gobelin..."). Jestem pewna, że sprzedawał już rury z dużo dziwniejszych powodów!

Zatem przycięłam rurę do długości 3.14159265358... metra (bo taki właśnie obwód ma koło o średnicy 1 metra) nawlekłam zewnętrzne pikotki na rurę, założyłam złączkę i oszydełkowałam wystające kawałki rury żółtym sznurkiem. Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania :)







środa, 4 czerwca 2014

Pufa, która woli być stolikiem

Po popełnieniu okropnej torebki w kształcie opony a także po kilkukrotnym przeczytaniu całego internetu zaczęły mnie nachodzić natrętne myśli o zrobieniu pufy/podnóżka z opony samochodowej. Zrządzeniem losu niedługo później ktoś zostawił oponę na trawie przy śmietniku, do którego sumiennie zanosimy osobno "śmieci suche" i "śmieci mokre". 

Jako że sama nie byłam w stanie pokonać społecznego tabu "nie grzebiemy w cudzych śmieciach za dnia", namówiłam Małżonka na kradzież przyniesienie opony (znalezione nie kradzione?). Poza tym, taka opona trochę waży! Tak więc Małżonek przytargał oponę i rzekł z niesmakiem: "Czuję się zbrukany". Dał mi też do zrozumienia, że opona już na pewno została obsikana przez okoliczne pieski i dodał smutno: "Żeby to chociaż od roweru była...". Obiecałam, że kolejne opony będą pochodzić z samochodów naszych krewnych i znajomych (tak jakby to zmieniało stan zasyfienia opony!) 

Wyszorowałam oponę dwa razy szczotką namoczoną w płynie do podłóg i raz nawet odkaziłam ją płynem alkoholowym do mycia szyb - teraz wygląda jak nowa i pachnie jakby była przyniesiona z drogerii, a nie z okolic wiaty śmietnikowej. Ponieważ ma wytłoczoną nazwę "Matador", tak też nazwałam pufę. 


Najpierw mój zdolny Małżonek wyciął ze sklejki sześciokąt i koło, po czym przymocował do opony dwa kawałki sklejki oraz trzy nóżki. Dolna sklejka została przymocowana do opony za pomocą gwoździ, które zostały potem wygięte. Górna sklejka trzyma się całości dzięki trzem cienkim plastikowym zipom. W kolejnych wcieleniach pufy dół też planujemy mocować na zipy.





Następnie ochoczo sprułam popełniony w chwili szaleństwa kwietniu poliestrowy dywan w krowie placki i wydziergałam z niego:

a) górę pufy
- na szydełku 6 mm, ze sznurka bawełnianego o grubości 3 mm i poliestrowego o grubości 5 mm,
- jako wzór wykorzystałam pierwsze 12 okrążeń żółwia z Ravelry,
b) warkoczowy bok pufy
- na drutach 12 mm, tylko z poliestru,
- wzór to oczywiście warkocz celtycki.




Pokrowiec nie jest na stałe przymocowany do pufy - można go łatwo zdjąć do prania:


Pufa jest zadziwiająco wytrzymała - Małżonek na niej usiadł i nic się nie stało, z oznaczeń na oponie wynika zresztą, że wytrzyma pół tony :D. Wydaje mi się jednak trochę za niska na podnóżek. Jestem pewna, że bardziej wolałaby być niskim stoliczkiem, takim w sam raz dla osoby siedzącej na podłodze podczas dziergania dywanów lub lubiącej czytać leżąc na brzuchu :) Prezentuję więc stoliczek/pufę/podnóżek (odpowiednie podkreślić) "Matador":




Muszę przyznać, że ze wszystkich moich projektów ten sprawił mi największą frajdę!

Garść parametrów:

Model: Pufa "Matador"
Wysokość z nóżkami: 24 cm
Średnica: 58 cm
Obwód: 185 cm
Długość zużytego sznurka:
- poliestrowego - 300 metrów
- bawełnianego - 60 metrów
Opona: Matador 175/70 R13
Waga opony: internet twierdzi, że 7-8 kg
Waga pokrowca: około 0.5 kg
Szydełko: 6 mm, plastikowe
Druty: 12 mm, plastikowe
Poświęcony czas: mając wszystkie materiały i czystą oponę wyrobiłabym się w jeden bardzo dłuuuuuuuuugi dzień.