piątek, 23 stycznia 2015

Zwycięstwo stokrotek nad niechcemisizmem

Jeszcze żaden dywan nie zajął mi tyle czasu - dwa dni solidnej roboty rozłożyły się na dwa tygodnie. To pewnie z braku ładnej pogody, chociaż podejrzewam, że sprawcą może być także moje lenistwo... W każdym razie, skończyłam - klękajcie narody :D



Nie wiedziałam za bardzo, jak zamknąć środek, zrobiłam więc kratownicę ze zwykłego łańcuszka:


Dywan mierzy 160x190 cm, waży prawie 8.5 kg i jest jednym z moich największych dzieł. Wydziergałam go metodą od zewnątrz do wewnątrz, przy czym do zewnętrznej ramki użyłam przeuroczego wzoru "stokrotki", znanego wśród internautów również jako "gwiazdki". Samo wnętrze całkowicie zaimprowizowałam i, gdyby nie zdjęcia, nie byłabym chyba w stanie go odtworzyć. Zużyłam łącznie 1900 metrów sznurka o grubościach 5 mm i 4.5 mm, korzystałam z metalowego szydełka 9 mm.


Bardzo spodobał mi się ten stokrotkowy wzór, na pewno coś jeszcze nim wydziergam. Początkowo planowałam cały dywan wyszydełkować tylko tym wzorem, ale okazał się on bardzo mięsisty i sznurkożerny, musiałabym zamówić dużo więcej sznurka.


A tutaj anglojęzyczna pani pokazuje na filmiku, jak dziergać stokrotki:



Ostatecznie dywan wylądował pod stołem. Przedtem leżał tam ciemno-zielony włochaty dywan z IKEI, zrobiony przez bezduszną maszynę (fuj!), a nie człowieka i kupiony w czasach, gdy byłam jeszcze nieświadoma własnych możliwości. Małżonek za nim tęskni, ale może się przyzwyczai - przełożyłam go do jego samczej jaskini komputerowej na stryszku, gdzie nie muszę go oglądać (zielonego włochatego dywanu, nie Małżonka. Małżonka bardzo lubię oglądać!). Musiałam koniecznie rozjaśnić podłogę w salonie, ponieważ przez większą część roku panuje tam półmrok.






Zostało mi kilkadziesiąt metrów resztek - mam ochotę wydziergać koszyk na owoce :)


Szczegóły:

Model: Daisy
Materiał: Sznurek bawełniany 5 mm i 4.5 mm
Szydełko: metalowe, 9 mm
Czas wykonania: 2 tygodnie, w porywach do 16 godzin
Wymiary: 160x190 cm
Waga: prawie 8.5 kg
Długość sznurka: 1900 m




środa, 7 stycznia 2015

Jak zrobić kapcie-muklaki i przy tym nie zwariować

Na dwa tygodnie przed Świętami zlecono mi zrobienie kapci-muklaków przeznaczonych do mieszkania z chłodną podłogą, na dodatek dla zmarźlaka o rozmiarze stopy 42-43. Miałam nadzieję na jakieś zlecenie dywanowe, ale w końcu kapcie też mają jakiś tam związek z podłogą...

Teraz zrobiłabym je w jeden długi dzień, ale metodą prób i błędów ich wydzierganie zajęło mi ponad tydzień. Fakt, że po trochu każdego dnia, bo podchodziłam do tego zadania jak pies do jeża ;)


Do zrobienia muklaków potrzebne są:
  • dwie pary wkładek do butów: jedne z aluminiową folią chroniącą przed zimnem, drugie podgumione lub podskórkowane od spodu, żeby nosiciel muklaków za bardzo się nie ślizgał po podłodze. Jeżeli planujecie zrobić muklaki przeznaczone do stąpania po ciepłej podłodze, oczywiście przyda się tylko jedna para wkładek.
  • ze cztery motki włóczki w jednym kolorze do wydziergania cholewki. Aż cztery, bo brałam podwójne pasmo - do ciepłego mieszkania z ciepłą podłogą przydadzą się tylko dwa motki :)
  • jeden motek włóczki w innym kolorze do wydziergania "kołnierza" przymocowanego do cholewki,
  • mały kłębek niezbyt grubej włóczki w jeszcze innym kolorze do zrobienia chwościków i innych ozdób,
  • szydełko pasujące grubością do powyższych włóczek,
  • szydło lub inny szpikulec do przebijania wkładek do butów,
  • cienkie szydełko do obdziergania wkładek do butów - musi przejść przez dziurę po szydle (patrz: poprzedni punkt),
  • druty i agrafka do wykonania kołnierza - można pominąć, jeżeli chcecie cały but zrobić szydełkiem,
  • dwustronna taśma klejąca do zespolenia wkładek na czas ich przebijania - to też można pominąć, jeżeli robicie muklaki na pojedyńczej podeszwie,
  • ołówek, nożyczki,
  • stara deska do krojenia, najlepiej taka, którą można trochę poniszczyć szydłem i nie będzie jej szkoda.


Zaczynamy od zespolenia wkładek do butów. Należy je tak skleić dwustronną taśmą klejącą, żeby aluminiowa strona była wewnątrz sklejenia, a puchate i podgumione strony na zewnątrz sklejenia.


W kolejnym kroku rysujemy obślinionym ołówkiem (lub mazaczkiem - nie trzeba go ślinić :D) kropki dookoła podeszwy. Dobra odległość między kropkami to jakieś 4 mm. Kropki muszą być sporo odległe od krawędzi podeszwy - u mnie było to około 5-6 mm. Tak przygotowaną podeszwę dziurawimy dookoła szydłem na wylot na desce do krojenia, żeby nie zniszczyć stołu. Jeżeli podziurawimy podeszwę zbyt blisko krawędzi, to może ona pęknąć po pewnym czasie użytkowania.

Mogłoby się wydawać, że kropki nie są potrzebne i że można dziurawić "na oko". A gdzie tam! Zaraz będziemy łączyć pary wkładek cienkim szydełkiem i musimy widzieć, gdzie były zrobione dziurki. Na puchatej wkładce do butów nie byłoby ich widać bez ołówkowych kropek :)

Do obrębiania podeszwy przyda się cienkie szydełko i mały kłębek niezbyt grubej włóczki. Wbijamy szydełko w którąś dziurkę na pięcie, przewlekamy pętelkę z włóczki (czyli i kłębek i koniec włóczki są po spodniej stronie podeszwy), łapiemy szydełkiem za pasmo włóczki i przeciągamy przez pętelkę. Powtarzamy: wbijamy szydełko w kolejną dziurkę, przeciągamy pętelkę przez dziurkę, przeciągamy pętelkę przez pętelkę - i tak dookoła. W ogóle warto każdy rządek zaczynać od pięty - ludzie zwykle podziwiają kapcie od przodu i istnieje szansa, że nie zauważą łączenia rządków na pięcie ;)


W pierwszej sprutej wersji muklaków próbowałam dziergać cholewkę bezpośrednio na obrębieniu podeszwy - kapeć wyszedł przez to rozplaskany niczym buty klowna.  Cholewka nie chciała piąć się do góry i po kilku rządkach nadal rozkładała się na boki.

Dlatego należy obrębić podeszwę po raz drugi - tym razem włóczką w kolorze cholewki i docelowym szydełkiem, a nie tym cieniutkim. Robimy jeden rządek oczek ścisłych, wkłuwanych w obrębienie wykonane w poprzednim kroku:


Te ścisłe oczka mają być naprawdę ścisłe. Można w tym celu pominąć co któreś oczko podeszwy - zwłaszcza we wklęśnięciu stopy. Jeżeli teraz zrobimy dookoła zbyt wiele oczek ścisłych, to kapeć będzie się falbanił.

I nareszcie możemy już dziergać cholewkę - pierwsze okrążenie przerobimy dookoła półsłupkami nawijanymi - można użyć innych ściegów, ale ja wybrałam te ponieważ są bardziej "mięsiste" niż zwykłe półsłupki, czy słupki i kapcie będą przez to cieplejsze. Bardzo ważne: wbijamy szydełko pomiędzy pętelki poprzedniego ścisłego okrążenia (a nie między oczka ścisłe a obrębienie podeszwy), widać to zwłaszcza na zdjęciu po prawej - nad i pod szydełkiem mamy włóczkę, którą robiono oczka ścisłe:


Dzięki temu pierwszy rządek cholewki będzie z obu stron zablokowany przez oczka ścisłe z poprzedniego okrążenia i buty nie rozczłapią się na boki tak łatwo.

Po dotarciu do pięty kolejny (czyli drugi) rządek cholewki możemy również przerobić półsłupkami nawijanymi, ale potem musimy już zamykać czubek kapcia.

W trzecim rządku musimy na oko ustalić, gdzie jest środek kapcia w okolicach palców i zebrać po 10 oczek w tej okolicy. Tak więc przerabiamy półsłupkami nawijanymi aż dojdziemy do miejsca "na 10 oczek przed środkiem z przodu" - wtedy kolejne 10 par oczek przerabiamy tak, aby z kazdej pary powstało jedno oczko. Czyli otrzymamy 10 oczek z 20 oczek. Jak tego dokonać? Anglojęzyczna pani pokazuje to na filmiku:


Po zmniejszeniu liczby oczek znajdziemy się w miejscu "5 oczek za środkiem z przodu" i dalej przerabiamy rządek półsłupkami nawijanymi. Dlaczego pięć? Bo przed zmniejszeniem liczby oczek byłoby to dokładnie dziesięć. Przód kapcia będzie ściągnięty mniej więcej tak:


W kolejnych rządkach również zmniejszamy o 10 liczbę oczek na środku przodu - tak długo, aż dziura w cholewce będzie sięgać tylko do około 2/3, ewentualnie 1/2 długości podeszwy:

W zależności od długości stopy, wydarzy się to po różnej liczbie rządków. Wtedy możemy zaprzestać zmniejszania liczby oczek i dalej przerabiamy cholewkę dookoła półsłupkami nawijanymi aż osiągniemy docelową wysokość kapcia:


Teraz czas na wydzierganie kołnierza - na drutach lub na szydełku. Policzyłam, że moja cholewka ma dookoła 38 oczek i wydziergałam na drutach pas o długości 2x38 rządków - bo oczko brzegowe na drutach pojawia się co drugi rządek. Dzięki temu łatwo połączyłam kołnierz z cholewką metodą "jedno oczko do jednego oczka". Na wzór użyłam trzy warkocze pooddzielane jednym lewym oczkiem. Przed połączeniem kołnierza obdziergałam go z trzech boków jasno-szarą włóczką tak dla ozdoby. Czwarty bok kołnierza przymocowałam tą samą włóczką do cholewki.




Jak widać, kołnierz rozchodzi się na boki, ale o to mi własnie chodziło - w tym miejscu zaraz pojawią się chwościki :)

Do zrobienia chwościków przyda się kawałek tekturki albo stary dowód osobisty. Nawijamy na niego włóczkę i jeżeli chcecie zrobić kilka takich samych chwościków, to lepiej liczyć te nawinięcia, tak aby każdy chwościk wyszedł tak samo gruby. Ja zrobiłam po 30 nawinięć. Bardzo ważne jest, aby zostawić z 30 cm luźnego kawałka włóczki - przyda się do owijania główki chwościka.


Następnie przy pomocy szydełka kilkukrotnie przewlekamy przez środek luźny koniec włóczki i ściągamy go mocno:


Wyciągamy dowód osobisty (tudzież tekturkę) i przecinamy chwościk na pół. Można też go przeciąć jeszcze przed wyjęciem tekturki.


Tym samym luźnym kawałkiem włóczki owijamy kilkuktotnie chwościk dookoła, przewlekamy kilka razy luźny kawałek włóczki przez główkę chwościka za pomocą szydełka i ucinamy. Warto jeszcze przystrzyc równo chwościk, jeżeli przecięcie na pół nie za bardzo nam wyszło (mi nigdy nie wychodzi!).
Do chwościka cały czas przymocowany jest kłębek włóczki - robimy z niego łańcuszek:


i mocujemy go w miejscu, gdzie łączą się dwa końce kołnierza:

Dorabiamy więcej chwościków, bo jednemu będzie smutno. I tak właśnie robi się kapcie-muklaki :)



W zeszłym roku zrobiłam jeszcze inne kapcie - bardzo przewiewne, więc na pewno nie dla zmarźlaków:



Samouczek do tych kapci znalazłam na Youtube - tym razem po rosyjsku. W sumie wystarczy znać tylko rosyjskie liczebniki, całą resztę doskonale widać. Miłej zabawy! :)




poniedziałek, 5 stycznia 2015

Kaczeńce

Początek roku postanowiłam przywitać niezmiernie żółtym dywanem zrobionym z mniejszych kawałków, które można wydziergać siedząc na ciepłej kanapie, a nie na zimnej podłodze. Dzierganie z kanapy ma jednak poważną wadę - podczas szydełkowania nie prasuje się jednocześnie dywanu własnym kuprem, przez co wychodzi on (dywan, nie kuper) mocno pognieciony i trzeba go na noc obciążać czymś ciężkim, np. ciężką lekturą.




We wszystkich kółkach wykorzystałam motyw dywanu adwentowego, dzięki czemu tylko raz zerkałam na wzór, a resztę kółek dziergałam na oko. Poszczególne fragmenty połączyłam na lewej stronie korzystając z cienszego sznurka - bałam się, że nie wystarczy mi grubszego sznurka.



Ciężko podać wymiary czegoś o tak niestandardowym kształcie. Powiem tylko, że dywan idealnie wpasowałby się w kwadrat o boku 140 cm. Zużyłam 934 metry sznurka o grubości 5 mm i bliżej nieokreśloną ilość sznurka o grubości 3 mm, a cała praca zajęła mi około 10 godzin, czyli ze dwa dni :D Dywanowa czasoprzestrzeń bywa zadziwiająca...

Szczegóły:

Model: Kaczeńce
Materiał: sznurek bawełniany, 5 mm + 3 mm do łączenia kawałków
Szydełko: 10 mm (plastikowe) + 5 mm do łączenia kawałków
Czas wykonania: około 10 h
Największe wymiary: 140 cm
Waga: 4.5 kg
Długość sznurka: 934 m


piątek, 2 stycznia 2015

Noworoczne postanowienia zawodowe

Nie zacznę chodzić na siłownię i nie schudnę - nie ma się co oszukiwać. W tym roku moje postanowienia noworoczne będą bardziej realne :) Oto one:

1. Zrobić i odziergać mebel inny niż pufa, okrągły stoliczek czy hamak - marzę o krześle brazylijskim, ale nie mam go do czego przymocować. Chodzi mi też po głowie fotel, ale to już wyższa szkoła jazdy...

2. Zdobyć się na odwagę i wypróbować innego producenta/hurtownika sznurków, żeby mieć większy wybór i nie być zależną od jednego dealera.

3. Zrobić duży dywan wielokolorowy.

4. Zrobić duży dywan w kształcie skóry niedźwiedzia, ale tym razem na drutach, a nie na szydełku. Mam jeszcze głowę poprzedniego niedźwiedzia (kadłubek został przepruty na co innego), wisi na ścianie niczym trofeum myśliwskie i straszy gości :D

5. Obczaić fajny sznurek na narzuty i koce. 
5 i 1/2. Zacząć robić narzuty i koce.

6. Pobawić się maszyną dziewiarską (może być cudza).

7. Zainwestować w porządny komplet metalowych szydełek, żeby nie dostać zawału i dwóch wylewów gdy kiedyś złamie się moje ulubione plastikowe 10 mm.

8. W końcu nauczyć się robić skarpetki, a nawet zakolanówki, takie przaśno-jarmarczno-ażurowe i z warkoczami.

9. Zrobić sobie długi i gruby swetr do kolan. No oczywiście, że w warkocze, co za pytanie...

10. Dziergać dywany zawsze w bawełnianych rękawiczkach i bardziej dbać o dłonie.


Postanowienie numer 10 już dzisiaj złamałam :( A co Wy sobie postanowiliście?