sobota, 29 października 2016

Chwalę się - nie dywanowo, a kuchennie

Skończyłam remont kuchni!!!!!!!!! Po dwóch i pół tygodnia ogólnego chaosu, potykania się o kredens przeniesiony do sypialni i robienia obiadów w prodiżu zostałam dumną właścicielką kuchni w stylu "wieś tańczy, wieś śpiewa". Od dawna marzyła mi się taka wiejska kuchnia z meblami wyglądającymi na stare, bez tych wszystkich nowoczesnych fanaberii w rodzaju halogenów pod szafkami wiszącymi i zmywarki do naczyń dla dwóch osób (w porywach do kilkunastu podczas różnych świąt i urodzin). Wszakże ręczne mycie naczyń to doskonała okazja do dumania o rękodziele i nie tylko!

Oczekując na ten archaiczny cud architektury wnętrz wydziergałam kilka ozdobników mających na celu postarzyć kuchnię o całe dziesięciolecia.

W sierpniu widzieliście już [ obicia na ławę kuchenną ]:


Zużyłam na nie 1200 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm i korzystałam z drutów 10 mm i szydełka 9 mm. Pokrowce łatwo można zdjąć do prania i założyć ponownie, co rzetelnie przetestowałam podczas remontu.

Zaraz potem zrobiłam serwetę:



Zużyłam na nią 600 g (czyli jakieś 1750 metrów) czeskiego kordonka Scarlet, a cała praca zajęła mi 2 tygodnie.


Używałam szydełka 3 mm - chyba, bo numerek dawno się starł, a mam to szydełko po kimś. Wzór zaczerpnęłam z [ Grzebyczkowego Świata ]. Robiłam już kiedyś [ dywan ] według tego wzoru, ale wówczas zakończyłam brzeg płasko, a nie w ząbki:


Teraz trochę żałuję, że wybrałam niebieski kolor na serwetę, a nie ecru. No cóż, przynajmniej mam okazję wydziergać drugą serwetę w prawidłowym kolorze :D Mam straszną ochotę na [ ten wzór ].

Do tego dorobiłam przez tydzień zasłono-firany z kordonka tej samej firmy. Na każdą firanę zużyłam po 200 g kordonka używając szydełka (prawdopodobnie) 3 mm. Nawiasem mówiąc, strasznie ciężko jest zrobić jasne i wyraźne zdjęcie okna! Zwłaszcza, że dzisiaj akurat jest słonecznie. Spróbuję jeszcze kiedyś zrobić lepsze zdjęcia i wtedy je podmienię w tym wpisie.




Wzór wypatrzyłam na portalu [ MyPicot ] - po ponad roku czerpania stamtąd wzorów w postaci instrukcji słownych nareszcie odkryłam, że można też pobrać plik PDF z diagramem :D Odkrycie to zajęło mi tyle czasu, ponieważ administratorzy MyPicot postanowili nie wyróżniać kolorystycznie odnośników prowadzących do plików ze schematami. W końcu niechcący przejechałam myszką nad tekstem i zauważyłam, że kursor zmienia się na "klikalny". Ehhhh....

W każdym razie, tutaj macie:
Chwościki z koralikami na górze dorobiłam już według własnego pomyślunku.

Gdybyście szukali we wzorach na MyPicot odnośnika do pliku PDF, to wygląda on tak:


Muszę zacząć bardziej się wczytywać, a nie tylko szukać wzrokiem instrukcji szydełkowych!


Do kuchni zrobiłam też Ziarnuszkę, czyli taką tradycyjną słowiańską lalkę obrzędową, popularną zwłaszcza za naszą wschodnią granicą. Przedstawia ona kobietę o obfitych kształtach, a jej zadaniem jest dbanie o całą rodzinę i domostwo. To zupełnie tak jak ja! Też mam obfite kształty i dbam o wszystko. Ba, nawet wzrost się zgadza...


Ziarnuszka nie ma rysów twarzy, ponieważ nadałyby jej one tożsamość, a wtedy Ziarnuszka przestałaby zajmować się ludzkimi sprawami i skoncentrowałaby się tylko na swoich potrzebach. W Ziarnuszce, jak sama nazwa wskazuje, umieszcza się ziarno. Zwykle jest to kasza, ale może też być groch, wszystko zależy od tego, w jakiej "intencji" Ziarnuszka ma dbać o domowników. Do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu słowiańskich lalek obrzędowych (a jest ich wiele rodzajów - praca domowa: wygooglajcie "motanki"!), ale propozycje podsyłane mi przez facebooka i pinterest skutecznie naprawiły ten błąd :) Zamierzam w niedalekiej przyszłości zrobić dużo więcej Ziarnuszek i może sklecę z tego jakiś samouczek? Oprócz Ziarnuszki kuchennej zrobiłam jeszcze jedną do salonu:



Z rzeczy, które już od dawna były w kuchni, mam 6 obrazków wyszytych wiele lat temu:



Zainwestowałam też trochę w kafelki-dekory Lucido Majolika z Leroya Merlina:


i ceramiczne gałeczki do mebli oraz haczyki, które kupiłam w sklepie orientalnym [ Lookah ] naprzeciwko hali targowej w Gdańsku. Na gałki polowałam prawie pół roku, aż w końcu natrafiłam na przecenę: prawie 3 zł za sztukę, zamiast prawie 6 zł - razy 17 gałek. W Gdyni też jest sklep Lookah, znajdziecie go przy ul. Świętojańskiej.



I jeszcze kupiłam w Praktikerze lampę Rustika udającą naftową - ma żarówkę w kształcie płomyka :)



Nie mogłabym się obejść bez ceramiki z Włocławka! Część podostawałam od rodziny, a część dokupiłam na Jarmarku Dominikańskim. Poluję jeszcze na młynek do kawy do powieszenia na ścianie, ale to już droższa impreza :(



Z lewej strony wejścia zawisną kiedyś jeszcze dwa wyszywane obrazki, jak tylko je skończę (jeszcze nawet nie zaczęłam...).


Edytowano 3 grudnia: skończyłam wyszywać obrazki :)

  
koniec edycji

Aha, i jeszcze zaszalałam z garnkami we wzory ludowe :D:D:D


No, w takiej kuchni to ja mogę gotować :)





sobota, 22 października 2016

Jak zrobić szydełkowo-drucianą akcję typu „dzień-po-dniu”

Myślałam, że będę mogła się już pochwalić różnymi ozdobami, które popełniłam do kuchni, ale remont nadal trwa... Dlatego dzisiaj zamieszczę bardzo teoretyczny wpis zawierający moje przemyślenia na temat urządzania różnych blogowych akcji dziergalniczych odliczających do jakiegoś wydarzenia. Zbliża się grudzień i na wielu blogach pojawią się akcje kalendarzowo-adwentowe, myślę więc, że będzie to "chodliwy" temat ;)

Do tej pory zrobiłam bodajże trzy takie akcje – dwie adwentowe i jedną odliczającą do wiosny:


Akcje polegały na tym, że przez około miesiąc codziennie udostępniałam fragment wzoru większej robótki. Cieszyły się one różnym powodzeniem i bardzo wiele się nauczyłam podczas ich prowadzenia. Nie przyswoiłam sobie w ich trakcie zbyt wiele nowych technik szydełkowych, ale za to odkryłam całe pokłady problemów organizacyjnych i trochę takich… międzyludzkich?


Jakie w ogóle są rodzaje akcji odliczających? W europejskiej części internetu bardzo popularne są kalendarze adwentowe, czyli udostępnianie kawałka wzoru robótki dzień po dniu od 1 grudnia do Świąt Bożego Narodzenia. Może to być jedna wielka robótka, np. dywan albo serweta, albo 24 małe robótki, np. szydełkowe gwiazdki na choinkę albo kwadraty babuni (granny square), które na końcu łączy się w koc o wymiarach 4x6 kwadratów.  Dużo ciekawych akcji kalendarzowo-adwentowych znajdziecie na stronie Stricken & Häkeln mit eliZZZa [ klik! ] - w menu trzeba wybrać "SPECIAL":



Natomiast w amerykańskim internecie przeważają CAL (skrót od crochet-along - wspólne szydełkowanie) oraz KAL (czyli knit-along - wspólne robienie na drutach), które rzadko kiedy odliczają czas do wydarzenia religijnego, czy kulturowego. Rozpoczynają się one w dowolnej porze roku i polegają na tym, że blogująca dziewiarka raz na tydzień umieszcza pewną porcję wzoru do przerobienia przez inne dziewiarki. Akcja tego typu nie ma ustalonej długości, tzn. kończy się gdy zostanie przerobiona cała robótka. Dobrym przykładem CAL jest "Mandala Madness" autorstwa Helen Shrimpton: [ klik! ].




Myślę, że nie ma większego znaczenia, czy wzór robótki jest aktualizowany z dnia na dzień, czy raz na tydzień. Przecież internet jest czynny przez całą dobę i nikt nikogo nie pogania z robotą. Można do akcji dołączyć w dowolnym momencie i pracować we własnym tempie. W Europie przyjęły się kalendarze adwentowe, bo jeszcze do niedawna jakieś 99% obywateli było wychowywanych w tradycji chrześcijańskiej mającej dwa duże święta w roku. Z czego jedno święto przypada na porę roku, w której człowiek i tak wieczorami siedzi w domu i nie ma co robić poza rękodziełem, czytaniem i piciem herbaty z cytryną ;) Natomiast w Ameryce już dawno temu wymieszało się wiele kultur, dla których idea oczekiwania na Boże Narodzenie jest co najmniej egzotyczna. Właśnie dlatego ich CAL'e i KAL'e nie mają nic wspólnego z odliczaniem dni do jakiegoś święta.

Napotkałam w internecie wiele akcji dziergalniczych które bardzo ciekawie się zapowiadały, ale z różnych powodów nie zostały nigdy dokończone przez swoich twórców, ja zaś zostawałam z rozgrzebaną robótką i uczuciem pustki :( Dlatego postanowiłam spisać, co mniej więcej należy zrobić (albo: czego nie robić), żeby taką akcję doprowadzić od początku do końca. 


Przygotowania


Ja przygotowuję akcję dziergalniczą w następującej kolejności: najpóźniej na miesiąc (ale lepiej dla spokoju sumienia, żeby było to półtora miesiąca) przed rozpoczęciem dziergam robótkę, robię z tego na bieżąco notatki, zdjęcia, filmiki i przemyśliwuję sobie różne sprawy:

  • jaką techniką ma być wykonana praca? Mam wrażenie, że więcej osób szydełkuje, niż robi na drutach. Przed zrobieniem akcji uwzględniającej obie techniki lepiej dać na facebooku lub blogu ankietę sprawdzającą, ile osób włada obiema technikami.
  • jak podzielić samouczek robótkowy na jednodniowe porcje, tak żeby codzienna porcja zajęła tyle samo czasu? Przykładowo, gdy robi się coś w kształcie koła, to trzeba na początku pokazywać więcej okrążeń dziennie, a potem coraz mniej, bo okrążenia robią są dłuższe.
  • taka ciekawostka: na weekendy wcale nie można zadawać więcej, bo w naszym kręgu kulturowym soboty i niedziele są poświęcane przez kobiety na sprzątanie, gotowanie, robienie całotygodniowych zakupów i wożenie dzieci na basen albo na inne atrakcje. W mojej pierwszej akcji adwentowej nie byłam jeszcze tego świadoma, ale bardzo delikatnie zwróciliście mi na to uwagę w swoich mailach ;)
  • jak dorzucać wpisy dzień po dniu? Najnowsze na górze, czy najnowsze na samym dole wpisu? Zauważyłam po pierwszej mojej akcji, że ludzie gubią się, gdy porządek wpisów w kursie dzień-po-dniu jest anty-chronologiczny (najnowsze na górze), wolą codziennie przewijać coraz bardziej na dół strony, żeby zobaczyć nowy fragment wzoru. Ja chyba jestem leniwa, bo nie lubię przewijać i wolałabym widzieć najnowsze wpisy na górze! Pamiętam, że byłam niesamowicie zaskoczona, że Wy wolicie na odwrót :D

Przygotowanie wszystkich materiałów internetowych do danej akcji dziergalniczej zajmuje mi co najmniej tyle samo, co wydzierganie całej robótki. A czasem i więcej. Do każdego okrążenia lub rządku należy przygotować zdjęcia, opis słowny i diagram. Trudniejsze fragmenty wymagają też nakręcenia filmu – i z tym mam największy problem! Wiele blogerek dziewiarskich używa kamery na statywie, ale przy dywanie to się nie sprawdza, bo dywan jest za wielki, ja się co chwilę ruszam (i przy okazji ruszam dywanem i statywem), przesiadam w bok, itd... Na statywie to można filmować małe robotki :( Do nakręcenia filmu jest mi więc potrzebny Małżonek (w charakterze operatora kamery), który pracuje do 16-tej - więc w zimie nie ma go w domu, gdy jest jasno za oknem! Filmiki przy naturalnym świetle możemy kręcić tylko w weekendy i to ja się muszę dostosować czasowo do Męża. Jeżeli więc sobie założyłam, że zrobię, obfotografuje i obfilmuję dywan przez tydzień, to jestem w dużym błędzie, bo tak naprawdę mam do dyspozycji tylko sobotę i niedzielę. Filmiki nakręcone przy sztucznym świetle wychodzą po prostu brzydko, ciemno i nieostro. 

Podczas opracowania wpisów blogowych do akcji korzystam z:
  • programów graficznych Paint i Gimp,
  • programu OpenShot do obrabiania filmów, dodawania logo, muzyki do filmu, itd... - jest to darmowy program, można go ściągnąć pod Linuxa. Małżonek mój zeznaje, że dla Windowsa istnieje wersja beta tego oprogramowania.

Diagramy rysuję ręcznie na papierze A4, a potem skanuję je i ewentualnie poprawiam błędy i niedociągnięcia w programie graficznym. Żeby diagramy koliste wychodziły równo, rysuję delikatnie koło za pomocą cyrkla, nanoszę schemat na kole, a potem ścieram to koło gumką przed zeskanowaniem. 



Jeżeli chodzi o sprzęt, to korzystam z laptopa, skanera i aparatu fotograficznego. W zasadzie skaner można sobie darować, jeżeli umiemy robić diagramom zdjęcia dobrej jakości. Niektóre filmiki są nagrywane aparatem fotograficznym, a niektóre telefonem. Wrzucam je potem na YouTube i umieszczam linki do nich we wpisie blogowym.

Zanim akcja typu dzień-po-dniu ruszy, mam już przygotowane wszystkie zdjęcia, filmy i opisy. W bloggerze w ciągu kilku godzin robię post roboczy (widoczny tylko dla mnie), z którego będę potem codziennie rano przeklejać kawałki do posta udostępnionego dla wszystkich. Gdybym organizowała akcję typu CAL/KAL, to może przygotowywałabym kolejne kawałki z tygodnia na tydzień. Ale znając siebie, pewnie panikowałabym, że nie zdążę z kolejną porcją, więc i tak wolałabym przygotować całość naraz :D


Najpóźniej na 2 tygodnie przed rozpoczęciem akcji trzeba zamieścić na blogu i/lub facebooku ogłoszenie. Należy w nim podać:
  • zdjęcie i wymiary gotowej robótki,
  • ile i jakich materiałów będziemy używać,
  • jakie narzędzia (szydełko, druty) będą potrzebne i jakiej grubości powinny być,
  • jaką techniką będziemy pracować? Szydełkowanie, czy robienie na drutach? A może obie techniki?
  • ile czasu dziennie trzeba będzie poświęcić na dzierganie – w zasadzie ciężko to przewidzieć, bo każdy pracuje we własnym tempie.
Nie każdy ma możliwość zamówienia materiałów i narzędzi z dnia na dzień, nie każdy też lubi zamawiać przez internet. Ja to lubię sobie pójść do pasmanterii albo hurtowni włóczki i pomacać wszystko przed zakupem :) Niektóre dziewiarki muszą mieć więcej czasu, żeby zaplanować podróż do większej miejscowości posiadającej pasmanterię. Tak więc nie można ogłaszać akcji dziergalniczej z dnia na dzień, chyba że robótka ma być wykonana z resztek.

Co zawiera jednorazowa porcja wzoru?


Hmmmmmm, to zależy, który to dzień akcji. W pierwszym dniu należy przypomnieć wszystkie informacje z posta ogłoszeniowego (rodzaje materiałów, narzędzi, itd…) - nie każdemu będzie się chciało kliknąć w osobny post na ten temat, który pojawił się na blogu już jakiś czas temu. Warto też zebrać razem wszystkie symbole, które będą używane w diagramach.

Tak poza tym, jednorazowa porcja wzoru w akcji dziergalniczej powinna zawierać:
  • zagajenie :D Trzeba się przywitać w danym dniu, opowiedzieć pokrótce co będziemy robić, ile zostało do końca, itp...
  • do każdego okrążenia: zdjęcie, instrukcje słowne, instrukcje w postaci diagramu, ewentualny filmik – w różnej kolejności! W przypadku skomplikowanych instrukcji lepiej jest poprzedzić je filmikiem.
  • po opisach okrążeń można napisać, co mniej więcej będziemy robić w kolejnym dniu.


Po co dawać diagramy i filmiki? A chociażby dlatego, że na Waszego bloga mogą trafić także cudzoziemcy. Poza tym, nawet niektórzy tubylcy uznają tylko diagramy, bo gubią się w tekście słownym. Inni zaś potrafią czytać tylko instrukcje słowne i nie rozumieją diagramów. Ale i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał zobaczyć filmik do każdego okrążenia... Wszystkim nie da się dogodzić! Co ciekawe, wszystkich naraz wkurzyć to już żadna sztuka :D


W trakcie trwania akcji


Ponieważ poświęciłam około miesiąca na przygotowanie całej akcji, podczas jej trwania potrzebuję codziennie tylko 5-10 minut na przeklejenie odpowiedniego tekstu z posta roboczego do publicznego i na sprawdzenie, czy wszystko działa. Do tego co kilka dni na facebooku przypomnę o akcji i wkleję jakieś zdjęcie, albo inną zajawkę. Mam więc miesiąc wolnego :)

No, prawie. Oprócz tego trzeba codziennie reagować na komentarze i zapytania Internautów. Nie chciałabym, aby ktoś porzucił napoczętą robótkę, ponieważ nie zrozumiał opisu jakiegoś ściegu! Warto też mobilizować Internautów poprzez wrzucanie zdjęć z kawałkami ich prac, jeżeli takowe przyślą w e-mailach.

Po zakończeniu akcji


Po zakończonej akcji należy nagrodzić jej uczestników za poświęcony czas i jeżeli przysyłają oni zdjęcia swoich dzieł, to należy je pochwalić i zamieścić na blogu lub facebooku, oczywiście z poszanowaniem praw autorskich. Nie każdy życzy sobie upubliczniania swoich danych osobowych, więc zawsze należy zapytać daną osobę, jaki opis chciałaby dać na zdjęciu. I nawet jeżeli ktoś przyśle zdjęcie swojej robótki po dwóch latach, to trzeba takie zdjęcie pochwalić i zamieścić w internecie.



Warto też po takiej akcji zebrać wszystkie instrukcje robótkowe do kupy, może zmienić trochę format instrukcji na bardziej zwięzły i jeszcze raz wrzucić na bloga. Dzięki temu osoby, które trafią na Waszego bloga nieco później, nie będą musiały się przedzierać przez gąszcz zapisów postaci „2 grudnia, dzisiaj dorobimy trzy okrążenia złożone z popkornów...”, itd….

Po zakończonej akcji na pewno trzeba spisać wszystkie uwagi organizacyjne nadesłane przez Internautów i wyciągnąć wnioski na przyszłość.

Po co to wszystko?


Lubię robić takie akcje zwłaszcza zimą, ponieważ dopada mnie wtedy lenistwo i brak pomysłów oraz motywacji. Wolę więc napracować się w listopadzie, a potem w grudniu poświęcać 5-10 minut dziennie na działalność blogową. Jest to dla mnie coś w rodzaju zimowego urlopu - mogę się polenić lub popracować nad nowym projektem. Poza tym miło mi się robi na sercu, jak widzę, gdy te same osoby dzień po dniu dodziergiwują kolejne kawałki wzoru i dzielą się swoimi przemyśleniami w komentarzach :) Dobrze jest zorganizować taką akcję, jeżeli przez miesiąc planujecie nie mieć zbyt wiele czasu na bloga - może podczas remontu albo jakiegoś wyjazdu?

Równie ważną przyczyną, dla której blogujące dziewiarki organizują akcje dziergalnicze jest klikalność – w przypadku akcji dzień-po-dniu całkiem sporo osób codziennie wchodzi na bloga, podbijając tym samym statystyki. Dzięki temu blog może więcej zarobić na wyświetlaniu reklam. Akcje typu CAL/KAL mają mniejszą klikalność, jako że materiał jest aktualizowany raz na tydzień.


Dlaczego akcje są przerywane?


Wiele blogujących dziewiarek myśli, że taką akcję da się zorganizować w dniu pierwszego wpisu. Coś na zasadzie: „Eee, co to za kłopot wrzucić raz dziennie zdjęcie i opis?!”. Otóż jest to ogromny kłopot. Robienie czegoś nowego regularnie dzień po dniu nie leży niestety w ludzkiej naturze. Wie o tym każdy, kto próbował codziennie przez pół godziny ćwiczyć, medytować, uczyć się języka obcego, itd… Prędzej czy później zawsze nam coś wypadnie – albo będzie to jakieś wydarzenie losowe, albo napad zmęczenia lub lenistwa. W swoim życiu poznałam bardzo niewiele osób, które codziennie realizują wszystkie zamierzone cele.

Może się też zdarzyć, że podczas dziergania robótki natrafimy na fragment bardzo trudny do opisu – wtedy nagle okazuje się, że problem rozwiązałoby nakręcenie filmiku. Ale jak tu znienacka zdobyć sprzęt i kamerzystę dostępnego przy świetle dziennym? Normalnie można byłoby sobie z tym poradzić, jeżeli do rozpoczęcia akcji zostało jeszcze trochę czasu, ale ciężko pokonać takie trudności w biegu.

Podejrzewam, że wiele blogerek traci też motywację do kontynuowania akcji dziergalniczej z powodu braku odzewu od Internautów. Dzieje się tak, gdy akcja nie została dostatecznie nagłośniona na blogu lub facebooku, lub gdy została ogłoszona zbyt późno.

Po kilku przegapionych wpisach akcja dziergalnicza typu dzień-po-dniu się rozjeżdża i ciężko jest znaleźć motywację, by dalej to ciągnąć!




To chyba wszystkie moje przemyślenia na temat organizowania akcji wspólnego dziergania :) Jeżeli macie własne doświadczenia w tym temacie, to chętnie je poznam i uaktualnię mój wpis o Wasze uwagi!



środa, 19 października 2016

Dywan Mandala Madness

Daty zdjęć z aparatu mówią mi, że zaczęłam robić ten dywan 1 października. Nie był on nudny, wręcz przeciwnie, ale w międzyczasie miałam remont kuchni (i nadal go mam...), więc dywan musiał poczekać na lepsze dni. Robiłam zdjęcia dywanu po każdym okrążeniu w celu zrobienia filmiku, musiałam więc zakończyć każde okrążenie jeszcze przed zmrokiem. A wolny czas miewam głównie po zmroku, co też przyczyniło się do odkładania dziergania na później. 





Wzór zaczerpnęłam z bloga Helen Shrimpton - możecie go znaleźć tutaj: [ klik! ]. Dojechałam do około 45 okrążenia, czyli do "part 6", podczas gdy całość ma... aż 111 okrążeń! Podejrzewam, że dałoby to co najmniej 4 metry średnicy! Ten sam wzór użyłam niedawno na wierzch pufy z butelek, ale wówczas wykorzystałam tylko kilkanaście pierwszych okrążeń:


Bardzo Wam polecam wzór "Mandala Madness" :) Zawiera on wiele fajnych ściegów, niektóre są trudne, ale wszystkie są bardzo ciekawe. Po kliknięciu na poszczególne części wzorów znajdziecie opracowania w innych językach, w szczególności w polskim. Planuję zrobić jeszcze kolisty sweterek według tego wzoru - jeżeli mi wyjdzie, to się pochwalę. 

A tak wyglądała moja praca krok po kroku:



Na koniec garść parametrów: dzieło mierzy 170 cm średnicy w najszerszym miejscu i waży 8.3 kg. Nie mam pojęcia, ile zużyłam sznurka, ponieważ zrobiłam go z resztek widocznych na tym zdjęciu:


No, prawie - nie użyłam w ogóle zielonego koloru, przyda mi się on do czegoś innego. Korzystałam z następujących materiałów:
  • sznurek bawełniany o grubości 5 mm,
  • sznurek poliestrowy o grubości 5 mm, rozciągliwy niczym guma od gaci - więc składałam go na pół,
  • sznurek bistorowy o grubości 2 mm, składałam go na pół, a czasem nawet brałam po 3 pasma,
  • włóczka Hooked Zpagetti, bardzo nierówna i rozciągliwa - sprułam mój pierwszy dywanik :D Tak wyglądał: 
Zostało mi jeszcze trochę resztek:


ale przeznaczę je na dywan adwentowy na grudzień, taki do dziergania po kawałku dzień po dniu :)