wtorek, 30 stycznia 2018

Jak uprać duży dywan ;)

W życiu każdego dużego (tzn. nie mieszczącego się do pralki) dywanu nadchodzi taki moment, w którym zaczyna on pachnąć kurzem i żadne odkurzanie, ani trzepanie nie pomoże. Trzeba wówczas przepruć taki dywan na kilka mniejszych i po prostu uprać części składowe w pralce. Tak też zrobiłam z [ mandalowym dywanem ], który wydziergałam w sierpniu 2015 roku:



Przeprułam powyższy dywan na mniejszy dywan brązowy i dwa dywaniki w kolorze ecru. Wybrałam bardzo ażurowe wzory, gdyż dywany z dużą ilością dziur łatwiej wchodzą do pralki :D


Korzystałam przy tym z kilku wzorów znalezionych na Pintereście. Dywan brązowy mierzy 140 cm średnicy i użył kilka początkowych okrążeń [ tego wzoru ]. Przy okazji zważyłam go i po kilku łatwych obliczeniach wyszło mi, że zużył ono około 600 metrów sznurka. Bardzo mi się falbanił podczas końcowych okrążeń, zebrałam więc nadmiar dywanu w fałdki za pomocą słupka o dwóch nóżkach. Było to dużo szybsze, niż sprucie kilku okrążeń i zrobienie ich od nowa. Nadal nie jestem pewna, czy jest to świadectwo mojego geniuszu, czy lenistwa...





Drugi dywan mierzy 120 cm średnicy i skorzystał z kilku pierwszych okrążeń [ tego wzoru ] oraz z mojej improwizacji ;) Łącznie poszło na niego około 400 metrów sznurka. 





Zrobiłam również mały, nudny i okrągły, a raczej spiralny, dywanik z resztek - pisałam kiedyś o tym [ tutaj ]. Zostało mi też kilka kłębków sznurka w różnych odcieniach niebieskości, pewnie coś z nich udziergam i też upiorę to w pralce.

Gdy już upiorę części składowe poprzedniego mandalowego dywanu, będę musiała zrobić podobny dywan, a najlepiej ładniejszy od poprzedniego. To był ulubiony dywan mojej Teściowej, muszę się więc postarać :D

czwartek, 18 stycznia 2018

Zimowa mandala

Już myślałam, że lada chwila przyjdzie wiosna i przygotowałam sobie zielone resztki sznurka na dywan na powitanie wiosny. Większe zielone resztki nawet poprałam! No ale spadł śnieg i trzeba jakoś z tym żyć. W ramach pogodzenia się z tą sytuacją wydziergałam dywan w kolorze śniegu i szarego nieba:





Mierzy on 130 cm średnicy, zużył około 650 metrów sznurka koloru śnieżnego i około 350 metrów sznurka koloru szarego. Wszystkie sznurki miały 5 mm, zaś szydełko miało 9 mm.

Jestem szczególnie zadowolona z tych dwukolorowych płatków na środku dywanu, dziurek obrzeżonych na szaro (bez ucinania szarego sznurka po każdej dziurce!!!!!!) i ze ściegu reliefowego:



Miałam jednak nadzieję na większy efekt "wow". Na szczęście zrobiłam notatki z robienia dywanu i chyba go kiedyś jeszcze wydziergam w większej liczbie kolorów, bo czuję że ten wzór ma potencjał!




czwartek, 11 stycznia 2018

Romans z szydełkiem w tle

Pragnę Wam się pochwalić, że przeczytałam pierwszy w życiu romans! Zwykle czytam literaturę faktu - najbardziej kocham książki z liczbami, wykresami, tabelkami i datami. Zdarzało mi się czytać skandynawskie kryminały, a za młodu horrory. Ze wstydem przyznaję, że często lekceważąco nazywam beletrystykę "książkami o wymyślonych ludziach". Życie jest jednak krótkie, więc wypadałoby wszystkiego spróbować chociaż raz :) Ponieważ jest to jedyny romans jaki przeczytałam, nie potrafię go za bardzo porównać z innymi romansami pod kątem intryg miłosnych. Na szczęście dla mnie oprócz sfery uczuciowej książka zawierała sporą dozę szydełkowania.  

Kto mnie w ogóle namówił na przeczytanie romansu? Niejaka Maria Różańska, entuzjastka szydełkowania i pisania. Pod koniec zeszłego roku podesłała mi link do swojej książki "Nad Wełnem" [ klik!!! ]. Postaram się streścić fabułę bez zdradzania zakończenia, które oczywiście będzie szczęśliwe, bo to przecież romans. Główną bohaterką jest Justyna - blogerka i wełnoholiczka, która próbuje poukładać sobie na nowo życie. Z pomocą rodziny otwiera sklepik z włóczką, a w międzyczasie kręci się wokół niej trzech kawalerów: Jan, Teodor i Zygmunt. Którego z nich wybierze? Tego już Wam nie zdradzę, możecie sami przeczytać tu: [ klik!!! ]

Jeżeli imiona postaci wydają się Wam znajome, to pewnie dlatego, że książka jest nowoczesną wersją książki "Nad Niemnem". Autorka wycięła opisy przyrody (dziękuję Ci z całego serca, Mario!!!!!) i przeniosła akcję do XXI-wiecznej Wielkiej Brytanii. Osobowości poszczególnych postaci pozostały jednak nietknięte - gdyby całkowicie zmienić ich imiona, to i tak z łatwością domyślilibyście się, kto jest kim (o ile sumiennie czytaliście lektury szkolne...). 

Fabularna część książki poprzeplatana jest wpisami blogowymi Justyny, zaś na końcu znajdziecie dodatek z wzorami różnych robótek: zakładek do książki, róży, torebki, itd. Książka liczy 112 stron, można więc ją przeczytać w jeden wieczór, o ile nie będziecie na bieżąco wykonywać wszystkich opisanych robótek ;)

Ja zrobiłam różyczkę i dwie zakładki do książki, chociaż przeważnie czytam na tablecie. 


Szczególnie podoba mi się zakładka-listek - ma taki niegrzeczny diabelski ogonek :) Liście róży są zresztą zrobione według tego samego wzoru, co ogonek zakładki.



Mam do Was takie pytanie: lubicie/umiecie pisać? Bo że lubicie szydełkować, to już wiem :D Ja mam bardzo ściśnięty ścisły i techniczny umysł, więc lekcje języka polskiego wspominam z ogromną niechęcią. Tak naprawdę nauczyłam się pisać "ładnymi" i pełnymi zdaniami dopiero w pracy, gdzie napisałam łącznie kilka tysięcy stron instruktaży, projektów, dokumentacji przetargowych, materiałów dydaktycznych, itd... Współczuję ludziom, którzy potem musieli to czytać!

Jeżeli ktoś z Was podobnie jak Maria lubi i umie pisać, to mam pomysł na kryminał:
  • akcja dzieje się w dworku należącym do podupadłej arystokracji,
  • nestorka rodu umiera w fotelu z drucianą robótką w rękach, otruta arszenikiem rozpuszczonym w ulubionym kakao, 
  • prawnuczka po jakimś czasie próbuje dokończyć robótkę i odkrywa bardzo dziwny ścieg - nieregularne grupy prawych i lewych oczek układające się w kod Morse'a: "Skarb jest schowany w...",
  • dla uwiarygodnienia akcji można przyjąć, że nestorka rodu była telegrafistką podczas II wojny światowej :D
Co Wy na to? A może znacie jakieś inne książki z dzierganiem w tle? Mogą być o wymyślonych ludziach.


piątek, 5 stycznia 2018

Noworoczny dywan, który wykończył moje nadgarstki

Postanowiłam zacząć Nowy Rok z hukiem i zrobiłam duży dywan do salonu :) Korzystałam ze wzoru "Brenna" autorstwa Patricii Kristoffersen, a dokładniej pożyczyłam pierwsze 17 okrążeń. Potem dorobiłam jeszcze 13 okrążeń słupków pojedynczych, żeby usztywnić dywan. Dywany robione według wzorów Patricii Kristoffersen zawsze wychodziły mi dość sztywne, jednak wzór "Brenna" przełożył się na bardzo miękki, wręcz flakowaty środek dywanu. Na portalu [ Ravelry ] możecie sobie zobaczyć, jak wygląda oryginalna serwetka "Brenna". Wzór ten przypomina mi bardzo fikuśny tort weselny, no ale po Świętach wszystko mi się kojarzy z jedzeniem...




Dywan mierzy 190 cm średnicy i zużył około 1350 metrów sznurka bawełnianego o grubości 5 mm. Używałam szydełka 9 mm. Łącznie ślęczałam około 13 godzin nad tym dywanem i bardzo mnie on wymęczył. 

Patricia Kristoffersen zawsze zapisuje swoje wzory w formie instrukcji słownych. Ja jednak znalazłam rysunkowy schemat jej wzoru w rosyjskim internecie: [ klik!!!! ]. W linku tym znajdziecie skany stron z rosyjskiego czasopisma "Duplyet" nr 170 (2015) (po ichniemu: "Дуплет"), w którym opublikowano wzór "Brenna" (chyba) za zgodą i wiedzą autorki. Zresztą, wzór zamieszczony w "Duplyet" został przerobiony na większy poprzez powtórzenie niektórych okrążeń, ponieważ miał służyć jako część... bluzki! Możecie sobie obejrzeć całe czasopismo w jeszcze innym zakątku rosyjskiego internetu: [ klik!!! ]

Schemat nie opisuje dostatecznie środka wzoru - zabrakło na nim informacji o wypukłych płatkach. Zrobiłam je tak "na oko", żeby wyglądały w miarę podobnie do środka oryginalnej serwetki. Dookoła każdego słupka reliefowego z czwartego okrążenia zrobiłam 3 słupki podwójne reliefowe od przodu razem. Po angielsku napisałabym: fptc3-tog, co jest skrótem od "3 front-post triple crochet together". Zanim mi napiszecie, że "triple" oznacza "potrójny", to przypomnę Wam, że Amerykanie podczas robienia słupka liczą przeciągnięcia pętelki przez oczko, a nie nawijki na szydełku :P W każdym razie, chodzi mi o ten symbol: 

Dywan zawierał przeogromną liczbę słupków reliefowych i bardzo zmęczył mi ręce, nadgarstki, ramiona i plecy. Zupełnie jakby ktoś go zwinął w rulon i mnie nim okładał! A może to starość? Następny wpis będzie więc niedywanowy :)