czwartek, 11 stycznia 2018

Romans z szydełkiem w tle

Pragnę Wam się pochwalić, że przeczytałam pierwszy w życiu romans! Zwykle czytam literaturę faktu - najbardziej kocham książki z liczbami, wykresami, tabelkami i datami. Zdarzało mi się czytać skandynawskie kryminały, a za młodu horrory. Ze wstydem przyznaję, że często lekceważąco nazywam beletrystykę "książkami o wymyślonych ludziach". Życie jest jednak krótkie, więc wypadałoby wszystkiego spróbować chociaż raz :) Ponieważ jest to jedyny romans jaki przeczytałam, nie potrafię go za bardzo porównać z innymi romansami pod kątem intryg miłosnych. Na szczęście dla mnie oprócz sfery uczuciowej książka zawierała sporą dozę szydełkowania.  

Kto mnie w ogóle namówił na przeczytanie romansu? Niejaka Maria Różańska, entuzjastka szydełkowania i pisania. Pod koniec zeszłego roku podesłała mi link do swojej książki "Nad Wełnem" [ klik!!! ]. Postaram się streścić fabułę bez zdradzania zakończenia, które oczywiście będzie szczęśliwe, bo to przecież romans. Główną bohaterką jest Justyna - blogerka i wełnoholiczka, która próbuje poukładać sobie na nowo życie. Z pomocą rodziny otwiera sklepik z włóczką, a w międzyczasie kręci się wokół niej trzech kawalerów: Jan, Teodor i Zygmunt. Którego z nich wybierze? Tego już Wam nie zdradzę, możecie sami przeczytać tu: [ klik!!! ]

Jeżeli imiona postaci wydają się Wam znajome, to pewnie dlatego, że książka jest nowoczesną wersją książki "Nad Niemnem". Autorka wycięła opisy przyrody (dziękuję Ci z całego serca, Mario!!!!!) i przeniosła akcję do XXI-wiecznej Wielkiej Brytanii. Osobowości poszczególnych postaci pozostały jednak nietknięte - gdyby całkowicie zmienić ich imiona, to i tak z łatwością domyślilibyście się, kto jest kim (o ile sumiennie czytaliście lektury szkolne...). 

Fabularna część książki poprzeplatana jest wpisami blogowymi Justyny, zaś na końcu znajdziecie dodatek z wzorami różnych robótek: zakładek do książki, róży, torebki, itd. Książka liczy 112 stron, można więc ją przeczytać w jeden wieczór, o ile nie będziecie na bieżąco wykonywać wszystkich opisanych robótek ;)

Ja zrobiłam różyczkę i dwie zakładki do książki, chociaż przeważnie czytam na tablecie. 


Szczególnie podoba mi się zakładka-listek - ma taki niegrzeczny diabelski ogonek :) Liście róży są zresztą zrobione według tego samego wzoru, co ogonek zakładki.



Mam do Was takie pytanie: lubicie/umiecie pisać? Bo że lubicie szydełkować, to już wiem :D Ja mam bardzo ściśnięty ścisły i techniczny umysł, więc lekcje języka polskiego wspominam z ogromną niechęcią. Tak naprawdę nauczyłam się pisać "ładnymi" i pełnymi zdaniami dopiero w pracy, gdzie napisałam łącznie kilka tysięcy stron instruktaży, projektów, dokumentacji przetargowych, materiałów dydaktycznych, itd... Współczuję ludziom, którzy potem musieli to czytać!

Jeżeli ktoś z Was podobnie jak Maria lubi i umie pisać, to mam pomysł na kryminał:
  • akcja dzieje się w dworku należącym do podupadłej arystokracji,
  • nestorka rodu umiera w fotelu z drucianą robótką w rękach, otruta arszenikiem rozpuszczonym w ulubionym kakao, 
  • prawnuczka po jakimś czasie próbuje dokończyć robótkę i odkrywa bardzo dziwny ścieg - nieregularne grupy prawych i lewych oczek układające się w kod Morse'a: "Skarb jest schowany w...",
  • dla uwiarygodnienia akcji można przyjąć, że nestorka rodu była telegrafistką podczas II wojny światowej :D
Co Wy na to? A może znacie jakieś inne książki z dzierganiem w tle? Mogą być o wymyślonych ludziach.


1 komentarz: