poniedziałek, 19 maja 2014

Dywano-gobelin frywolitkowy

Przyszło mi ostatnio do głowy zrobienie dywanu metodą frywolitkową. Uważam, że jest to bardzo niedoceniana i nawet nieco lekceważona technika, być może dlatego, iż jest o wiele bardziej czasochłonna niż robienie na drutach i szydełkowanie razem wzięte. Ponieważ prawie nikt nie wie, co to takiego "frywolitka", podam trochę definicji i historii.

Koronkę frywolitkową wykonuje się za pomocą nici i igły: dłuższa część nici nawinięta jest na kordonku i właśnie nią oplata się przy pomocy węzełków o wiele krótszą nić nośną. Za pomocą igły przepycha się przez węzełki nić nośną, tworząc kółka i łuki. Dobrym instruktarzem są filmy udostępniane przez youtubowiczkę Marię Papię. Wiele koronkarek zamiast nici używa specjalnego czółenka - ja wolę jednak pracować igłą.

Technika ta dotarła do Europy ze Wschodu (pierwsze wzmianki o tej metodzie pojawiają się około roku 1600), lecz nie od razu znane były wszystkie motywy - dopiero w połowie XIX wieku wynaleziono metodę robienia łuków i pikotek. Do Polski frywolitki dotarły w XVII/XVIII wieku, zaś największym polskim autorytetem frywolitkowym był zmarły zeszłej jesieni Jan Stawasz.

Sama zainteresowałam się frywolitkami dopiero w zeszłym roku, do tej pory wykonałam zaledwie trzy większe prace nadające się do sfotografowania - są to oczywiście serwetki.


Tak więc wracając do tematu, naszła mnie chęć zrobienia dywanu frywolitkowego. Jedyną przeszkodą był brak odpowiednio dużej igły, przez uszko której dałoby się przeciągnąć sznurek bawełniany o średnicy 5 mm. Z pomocą przyszedł drewniany pałąk do wieszania zazdrostek, który kilka lat temu kupiłam w Praktikerze za jakieś grosze. Noooo, może za złotówkę? Pół roku temu pałąk stał się nieprzydatny, ponieważ przeprowadziliśmy się do mieszkania z szerszym oknem kuchennym. I tak sobie leżał i leżał w kredensie. Sobotnim porankiem Małżonek podjął się próby wydrążenia w pałąku oczka za pomocą wiertarki i wiertła nr 3 - udało się za pierwszym razem! Nic nie pękło i nie trzasnęło :) Końcówka wielkiej drewnianej igły została zaostrzona zwykłą temperówką do kredek. Moje nowe narzędzie mierzy 50 cm długości i około 7 mm średnicy, zaś oczko ma około 3-4 mm prześwitu. Na szczęście pięciomilimetrowy sznurek można łatwo spłaszczyć przed nawleczeniem igły.


Jako mój pierwszy projekt frywolitkowy w skali makro postanowiłam wykonać pierwsze trzy rzędy tej serwetki. Po pierwszym okrążeniu uzyskałam następujący efekt:

A oto początek drugiego okrążenia:


Ten kawałek kartonu w filmie, to szablon do pikotek (tych małych wystających ząbków). Idealnie jest, gdy wszystkie pikotki są tego samego rozmiaru. Po trzech okrążeniach zdałam sobie sprawę, że wybrałam zbyt rzadki wzór, aby dywan był funkcjonalny. Przemianowałam więc go na gobelin :D Tadaaaam:


Mam teraz taki niecny plan, żeby powyższy dywano-gobelin nawlec na hula-hoop i zawiesić na ścianie. Jest zbyt miękki i zbyt ciężki, żeby powiesić go bez stelaża. Waży około kilograma i ma 97 cm średnicy, zużyłam 230 metrów sznurka w ciągu jakichś pięciu godzin pracy. Jako że frywolitki zawsze wychodzą pogniecione, uprasowałam dywano-gobelin żelazkiem. Moja dotychczasowa metoda prasowania (własnym tyłkiem) nie zdała w tym przypadku egzaminu!


2 komentarze:

  1. Ten też mi się podoba. Kurcze muszę się nauczyć szydełkować!

    OdpowiedzUsuń
  2. Frywolitka to nie lada wyzwanie dziewczyno......Jestem zachwycona.....Szydełko przy tym to pikuś.....Pozdrawiam i chylę czoła.

    OdpowiedzUsuń